Od trzech tygodni łączy pan funkcję trenera PGE Skry Bełchatów i drugiego szkoleniowca reprezentacji Polski. Nie wszystkim podoba się takie rozwiązanie. Jest grono zwolenników rozdziału pracy w klubie i z drużyną narodową...
Według niektórych pojawia się jednak obawa, iż ze względu na pańską pracę w bełchatowskim zespole zawodnikom z tej drużyny łatwiej będzie o powołanie czy grę w wyjściowym składzie reprezentacji.
Dołączył pan do bełchatowskiej ekipy w bardzo trudnym dla zespołu momencie, zastępując zwolnionego dość zaskakująco w trakcie sezonu Hiszpana Miguela Falaskę. W mediach mowa była o tym, że Hiszpan był skonfliktowany z częścią graczy, a w perspektywie była ostatnia prosta w walce o awans do finału rozgrywek ligowych.
Tak naprawdę gdy zdecydowałem się na współpracę ze Skrą, miałem świadomość, że właściwie nie mamy szans na finał.
Żadnych?
Pan, dołączając do klubu, koncentrował się bardziej na przygotowaniu taktycznym czy jednak - ze względu na wspomnianą trudną sytuację - mentalnym?
Pamięta pan reakcje swoich podopiecznych po pojedynku z BBTS?
Czy to prawda, że niektórzy z siatkarzy Skry po tym spotkaniu płakali?
Ze względu na wymienione okoliczności nie będzie też chyba łatwo przystępować pana drużynie do pojedynków o brązowy medal...