Słoweńcy we wcześniejszych edycjach czempionatu Starego Kontynentu kilkakrotnie wygrywali z wyżej notowanymi zespołami. Przekonali się o tym m.in. w dwóch poprzednich edycjach biało-czerwoni, którzy ulegli tej drużynie - odpowiednio - w ćwierćfinale i w barażu o "ósemkę". W poniedziałkowy wieczór zespół Alberto Giulianiego, przy wsparciu zasiadających na trybunach ponad 11 tysięcy kibiców, wygrał w Lublanie z Rosjanami 3:1. Siły w ekipie gospodarzy były rozłożone. Urnaut zdobył najwięcej - 13 - punktów, w tym 12 atakiem. Zaledwie pięć dni wcześniej w fazie grupowej "Sborna" gładko pokonała Słoweńców 3:0.

"Byliśmy wytrwali i precyzyjni w trudnych momentach. Rosja dysponuje najlepszym blokiem i trudno jest udanie atakować, jeśli się nie jest przy tym dokładnym. My byliśmy i dzięki temu dobrze sobie radziliśmy w ofensywie. Dobrze też funkcjonował u nas system blok-obrona" - podsumował były przyjmujący Zaksy Kędzierzyn-Koźle.

Po 12 punktów w ekipie zwycięzców zanotowali Klemen Cebulj i Mitja Gasparini. Ten ostatni popisał się pięcioma asami.

"W poniedziałkowy wieczór świętowaliśmy kolejne zwycięstwo, ale wkrótce wrócimy ponownie do prawdziwego świata. Przed nami bardzo wymagająca ostatnia faza rywalizacji. W meczu z Polakami musimy zaprezentować się jeszcze lepiej niż w ćwierćfinale" - zaznaczył Cebulj.

W podobnym tonie wypowiadał się Urnaut, który także zapewnił, że jego drużyna jest pewna siebie.

"Kiedy po meczu poszliśmy do szatni, to skończyło się dla nas świętowanie. Teraz pora na skupienie się i przygotowanie do pojedynku z kolejnym przeciwnikiem. Damy z siebie wszystko, by awansować do finału w Paryżu. To jest możliwe przy takiej publiczności, jaką mieliśmy za sobą w poniedziałek. Wiemy, że jesteśmy w stanie pokonać każdego" - podkreślił zawodnik wicemistrzów Europy z 2015 roku.

Rosjanie w pierwszych dwóch meczach fazy grupowej niespodziewanie stracili po secie ze znacznie niżej notowanymi rywalami,. Potem jednak wydawało się, że zespół prowadzony od tego roku przez Fina Tuomasa Sammelvuo się rozkręcił - wszystkie kolejne spotkania aż do poniedziałku wygrał 3:0. Podczas jednego z nich stracił jednak Iljasa Kurkajewa, który doznał poważnej kontuzji kostki.

W poniedziałek Wiktor Poletajew zdobył 20 punktów, Jegor Kliuka 19, a Dmitrij Wołkow 13, a mimo to musieli uznać wyższość rywali. Łącznie oddali Słoweńcom aż 38 pkt po własnych błędach.

"Zespół nie zrealizował zadania. Przyczyny muszą zostać wyjaśnione. Nie stosowałbym tu indywidualnej odpowiedzialności, grał zespół. Nie uważam, by nasza drużyna była gorsza od rywali, ale nasi zawodnicy nie zagrali tego, co potrafią" - podsumował w rozmowie z agencją TASS sekretarz generalny rosyjskiej federacji Aleksander Jaremenko.

We wtorkowych ćwierćfinałach Francja zmierzy się z Włochami, a Serbia z Ukrainą.