Poniedziałkowy mecz miał szczególne znacznie dla trenera Vitala Heynena. Prowadził on reprezentację Niemiec w latach 2012-16 i wywalczył z nią pięć lat temu brązowy medal mistrzostw świata. Belg nie ukrywał przed tym spotkaniem, że ma duży sentyment do swoich byłych podopiecznych.

Zarówno szkoleniowiec, jak i polscy siatkarze mieli świadomość, że mecz z drużyną Andrei Gianiego będzie ich pierwszym poważnym sprawdzianem w tej imprezie. W sześciu wcześniejszych spotkaniach oddali rywalom tylko seta, pięć poprzednich pojedynków wygrali 3:0, a w 16 partiach nie pozwolili przeciwnikom dotrzeć do granicy 20 punktów.

Niemcy z kolei w fazie grupowej przegrali trzy razy. Z lepszej strony pokazali się dopiero w 1/8 finału, pokonując Holendrów 3:1. Biało-czerwoni wiedzieli jednak, że w ekipie srebrnych medalistów poprzedniego czempionatu Starego Kontynentu jest wielu klasowych zawodników, na czele z Gyorgym Grozerem.

Bombardier węgierskiego pochodzenia zaczął co prawda od autowego ataku, ale potem był już pewnym punktem swojego zespołu. Pierwsze akcje Niemcom nie wychodziły - grający w Treflu Gdańsk Ruben Schott najpierw został zatrzymany przez potrójny blok, a następnie posłał piłkę poza pole gry i było 5:2 dla Polaków. Przy zagrywce rozgrywającego Jastrzębskiego Węgla Lukasa Kampy odrobili jednak straty. Ten element pomógł też im wyjść na prowadzenie 12:10, bo biało-czerwoni mieli kłopoty ze skończeniem akcji.

Skuteczny serwis okazał się także ważny po stronie mistrzów świata. Najpierw asami popisali się Michał Kubiak i Mateusz Bieniek, a potem przy zagrywce Maciej Muzaja ich przewaga wzrosła do pięciu punktów (19:14). O ile po stronie Niemców pewniakiem był występujący w przeszłości w Asseco Resovii Rzeszów Grozer, to u biało-czerwonych w drugiej części tej partii rozkręcił się Wilfredo Leon. Fabian Drzyzga posyłał piłki praktycznie wyłącznie na skrzydła, a na nich dobrze radzili sobie również Kubiak i Muzaj.

To ten ostatni w drugiej próbie zakończył pierwszą odsłonę, wywołując euforię wśród polskich kibiców, którzy ponownie bardzie licznie wypełnili halę Omnisport. Co prawda nie zapełnili jej - tak jak w sobotę podczas 1/8 finału z Hiszpanami - niemal do ostatniego miejsca, ale pojawili się w liczbie ponad pięciu tysięcy, a na trybunach można było dostrzec tylko kilku pojedynczych sympatyków niemieckiego zespołu.

Leon w sobotę posłał siedem asów, ale dwa dni później nie miał w tym elemencie dobrego dnia. Rehabilitował się jednak, brylując w ataku. Prowadząc 10:9 biało-czerwoni po serii błędów rywali zdobyli cztery punkty z rzędu. Później kontrolowali przebieg seta. U przeciwników w dalszym ciągu główny ciężar odpowiedzialności za zdobywanie punktów spoczywał na barkach Grozera. Po stronie zespołu Heynena atak był bardziej rozłożony. Partia zakończyła się wynikiem 25:21 i tym samym na 17 zakończyła się seria setów, w których rywale Polaków zdobyli mniej niż 20 punktów.

Trzecia partia zaczęła się, dzięki zagrywce Bieńka i kontrom kończonym przez Leona, od prowadzenia 3:0. Grozer wciąż nie miał zbytnio oparcia w kolegach i przewaga mistrzów globu się utrzymywała. Po ich dwóch błędach z rzędu zmalała jednak do jednego punktu (17:16) i sytuacja zrobiła się nieco nerwowa. Wówczas do akcji znów wkroczył Leon - pochodzący z Kuby przyjmujący zdobył trzy punkty z rzędu. Ostatnie dwa w spotkaniu zanotował Kubiak, przy czym piłkę meczową zapewnił biało-czerwonym po wystawie... Leona. Zdobył on w tym meczu 18 punktów. Taki sam dorobek miał Grozer.

Poza Holandią organizatorami turnieju są także Belgia, Francja i Słowenia.

Polska - Niemcy 3:0 (25:19, 25:21, 25:18).

Polska: Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Wilfredo Leon, Piotr Nowakowski, Maciej Muzaj, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Dawid Konarski, Marcin Komenda, Artur Szalpuk.

Niemcy: Lukas Kampa, Christian Fromm, Ruben Schott, Gyorgy Grozer, Marcus Boehme, Tobias Krick, Julian Zenger (libero) oraz Denys Kaliberda, Anton Brehme, Jan Zimmermann, Moritz Karlitzek, Simon Hirsch, Moritz Reichert.