Mecz był dla nas trudny zarówno od strony emocjonalnej, jak i fizycznej. Chcieliśmy zamknąć rywalizację z Resovią meczem u siebie – powiedział po środowym spotkaniu kapitan kędzierzynian Aleksander Śliwka.
Jego zdaniem rywale mogli podejść do meczu z mniejszym obciążeniem psychicznych niż on i koledzy z zespołu. Wszyscy bowiem zdawali sobie sprawę, że rzeszowianie są w bardzo trudnej sytuacji przegrywając rywalizację z Zaksą 0-2 (do trzech zwycięstw) i nie grając w Kędzierzynie-Koźlu w optymalnym zestawieniu.
Klub ze stolicy Podkarpacia poinformował przed spotkaniem, że Klemen Cebulj pozostał w Rzeszowie ze względu na uraz pleców.
Podczas meczu widać było, że Resovia gra bez większej presji. Szczególnie imponowała gra Macieja Muzaja i Toreya DeFalco, których dziś nie mogliśmy zatrzymać. Próbowaliśmy różnych sposobów, aby to zrobić, ale żaden nie działał - dodał Śliwka.
Przyznał, że w trakcie środowego spotkania były momenty przestoju, słabszej gry mistrzów Polski. Jednak cieszy się, że i tak udało im się awansować do finału.
W dwóch pierwszych meczach, w Rzeszowie ZAKSA wygrała 3:2 (chociaż przegrywała w setach 0:2) oraz 3:1. W finale zagra z Jastrzębskim Węglem, który wygrał rywalizację play off z Aluronem CMC Wartą Zawiercie także 3-0.
autor: Rafał Czerkawski
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.