Stocha irytują pytania porównującego go do Małysza. Ale od tego nie ucieknie. Zwłaszcza teraz, gdy starszy kolega już nie skacze. Obecnie ciężar odpowiedzialności za wynik spoczywa na barkach Kamila. W poprzednim sezonie trzy razy wygrywał konkursy Pucharu Świata, latem zajął drugie miejsce w klasyfikacji Grand Prix. Pokazał, że należy do najlepszych. Teraz wraz z sześcioma innymi reprezentantami Polski zaczyna walkę w Kuusamo. "W ubiegłym roku kiedy zająłem w Kuusamo 31. miejsce przyrzekłem sobie, że więcej tam nie pojadę" - opowiada Stoch. "Naprawdę miałem takim zamiar, ale że na koniec sezonu zająłem dziesiąte miejsce, to złość mi trochę przeszła. Nie muszę skakać kwalifikacji. Pojadę tam potrenować, bo akurat do tego skocznia w Kuusamo nadaje się świetnie. Konkursy zawsze są ciężkie. To jedna wielka loteria, o wszystkim decyduje wiatr, a nie dyspozycja zawodnika".

Reklama

W Kuusamo zwykle mocno wieje. Podobnie jest i tym razem. Nie wiadomo, czy dzisiejsze kwalifikacje się odbędą. Ale to nie zniechęca Stocha, który z sezonu na sezon poprawia się i zajmuje coraz wyższe miejsce klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. Poprzedni zakończył na dziesiątej pozycji.

"W tym sezonie największego marzenia na pewno nie zrealizuję, bo to nie jest sezon olimpijski" - podkreśla Stoch. "Moim celem są wyniki lepsze niż w poprzednim sezonie, w którym wygrałem konkursy w Zakopanem, Klingenthal oraz Planicy i skończyłem go na dziesiątym miejscu. Teraz celuję w pierwszą szóstkę. Nie boję się tego mówić. Uważam się za skoczka ze ścisłej światowej czołówki".

Stoch nabrał pewności siebie. Sporo pracował z psychologiem Kamilem Wódką. "Cenię sobie współpracę z nim. Rozpisaliśmy konkretny plan i priorytety na zimę. Nie wzbraniam się przed rolą lidera reprezentacji. Obecnie jestem najlepszy w grupie, ale wiem też, że któregoś dnia rola się zmieni i to któryś z kolegów będzie skakał lepiej ode mnie" - dodaje Stoch.

>>>Czytaj także: Ta runda należy do Rybusa