Justyna Kowalczyk może mówić o wielkim pechu. W ćwierćfinale i półfinale nie miła sobie równych, lecz w finale zawodów Pucharu Świata w Libercu sczepiła się kijkami z rywalką i w efekcie na mecie biegu sprinterskiego na dystansie 0,8 km techniką klasyczną była druga.
Kowalczyk zarówno w ćwierćfinale jak i półfinale wygrywała wygrywała zdecydowanie. W każdym z tych biegów ustanawiała najlepszy czas dnia. W finale była więc faworytką.
W finałowym biegu Polka musiała walczyć m.in. z trzema Norweżkami. Tuż po starcie prowadzenie objęła Finka Mona-Lisa Malvalehto. Kowalczyk sczepiła się kijkami z Maiken Caspersen Fallą i przez to trochę straciła już na samym początku biegu.
Ostatecznie nasza narciarka na mecie zameldowała się jako druga. Wygrała Finka.
W zawodach nie startowały najgroźniejsze rywalki Kowalczyk w walce o Puchar Świata - Norweżki Marit Bjoergen i Therese Johaug. Dzięki temu Polka jeszcze bardziej powiększyła nad nimi przewagę w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|