Dziennik Gazeta Prawana logo

Małysz tonuje nastroje przed konkursem na wielkiej skoczni: Skoki to sport bardzo nieprzewidywalny

1 marca 2017, 13:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kamil Stoch i Adam Małysz
Kamil Stoch i Adam Małysz/PAP
Kamil Stoch na mistrzostwa świata w Lahti pojechał jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Automatycznie stawia go to w gronie faworytów, ale sukcesu nie gwarantuje. "Skoki narciarskie to sport bardzo nieprzewidywalny" - powiedział PAP Adam Małysz.

Polscy skoczkowie w sezonie 2016/17 spisują się jak nigdy wcześniej. Sukcesy odnosi nie tylko Stoch, który wygrał m.in. Turniej Czterech Skoczni, ale także jego koledzy z reprezentacji. Maciej Kot w "generalce" jest piąty, a Piotr Żyła, drugi zawodnik TCS, 11.

Biało-czerwoni w składzie jeszcze z Dawidem Kubackim w grudniu w Klingenthal po raz pierwszy w historii wygrali konkurs drużynowy, a w styczniu w Willingen powtórzyli ten wynik.

Nic dziwnego, że oczekiwania kibiców przed MŚ w Lahti bardzo urosły. W zmaganiach na obiekcie normalnym czwarte miejsce Stocha, piąte Kota i ósme Kubackiego wielu przyjęło jako porażkę. Zawodnikom histeria się jednak nie udzieliła.

podkreślił Stoch.

To, że świetna postawa przez cały sezon nie gwarantuje sukcesu w MŚ doskonale pokazuje historia. W 2015 roku do Falun jako lider PŚ jechał Peter Prevc. Słoweniec w Szwecji zajął jednak miejsca 13. i czwarte.

Zmagania w Falun pod tym względem wcale nie były wyjątkowe. W XXI wieku zawodnicy prowadzący w PŚ złote medale w mistrzostwach świata zdobywali tylko trzykrotnie. W 2001 roku dokonał tego Małysz, w 2005 Fin Janne Ahonen, a w 2011 Austriak Thomas Morgenstern.

Równie często natomiast lider PŚ w ogóle nie stał na podium indywidualnych zawodów. Przed Prevcem zdarzyło się to jeszcze Niemcowi Svenowi Hannawaldowi w 2003 roku i Norwegowi Andersowi Jacobsenowi w 2007.

podkreślił Małysz.

Były skoczek z Wisły w 2003 roku jechał do Val di Fiemme jako czwarty zawodnik PŚ, a wrócił z Włoch z dwoma złotymi medalami. Z opinią pełniącego funkcję dyrektora ds. skoków i kombinacji norweskiej w PZN całkowicie zgadza się trener kadry Stefan Horngacher.

"Jako faworytów mógłbym wymienić co najmniej siedmiu zawodników, w tym dwóch polskich. Wystarczy wziąć czołówkę klasyfikacji Pucharu Świata. Każdy z tych zawodników ma potencjał, by stanąć na podium, a miejsca na nim są tylko trzy" - dodał austriacki szkoleniowiec.

Początek czwartkowego konkursu o godzinie 17.30. W środę (17.00) odbędą się natomiast kwalifikacje. Nie mają one znaczenia dla Stocha i Kota, gdyż zajmują miejsca w czołowej dziesiątce PŚ.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj