Podopieczne trenera Michaela Greisa ukończyły te zawody ostatecznie na siódmym miejscu, ale przez długi czas trzymały się w ścisłej czołówce. Rywalizację udanie rozpoczęła Kinga Zbylut, która jako jedyna w stawce nie musiała nawet raz dobierać amunicji.
- mówiła Zbylut.
Zmieniła ją Monika Hojnisz-Staręga, która pomyliła się tylko raz i awansowała na drugie miejsce. Z dziennikarzami rozmawiała tuż po tym, jak na trasę ruszyła ostatnia z Polek - Magdalena Gwizdoń.
- powiedziała Hojnisz-Staręga.
Spytana o to, jak to się stało, że po trzech zmianach, tj. 30 strzałach, Polki miały tylko dwa niecelne, żartowała:
We wspomnianej rywalizacji na 15 km Hojnisz-Staręga była szósta, ale pozostałym Polkom zupełnie nie wyszło strzelanie. Zbylut miała siedem, a Żuk - dziesięć nietrafionych.
- analizowała najlepsza z Polek.
W sobotę równie dobrze spisała się Żuk, która także tylko raz dobierała, a dobre tempo biegu pozwoliło jej zakończyć zmianę na pierwszej pozycji. Miała wówczas ponad 40 sekund przewagi nad najlepszą z rywalek.
- podkreśliła Żuk.
Ona sama wbiegała na trasę na drugiej pozycji. Spytana, o czym myślała ruszając na swoją zmianę, z uśmiechem odparła:
- dodała.
Gwizdoń miała wprawdzie dużą przewagę, ale na jej zmianie biegły też rywalki ze ścisłej czołówki, m.in. mająca dotychczas pięć medali we Włoszech Norweżka Marte Olsbu Roeiseland. To właśnie ona cieszyła się z czwartego już złota, a Polkę wyprzedziło też pięć innych rywalek. Gwizdoń przyznała jednak, że siódme miejsce przed startem "wzięłaby w ciemno".
- mówiła z uśmiechem.
Zbylut, Żuk i Gwizdoń zakończyły już udział w mistrzostwach we włoskim Tyrolu Południowym. Jeszcze w sobotę wrócą do domu, ale nie na długo, bo 26 lutego rozpoczną udział w mistrzostwach Europy na Białorusi. Hojnisz-Staręga w niedzielę powalczy jeszcze o medal w biegu ze startu wspólnego, do którego pozostałe Polki się nie zakwalifikowały.