Mistrz z Wisły zdawał się nie być przygnębiony, ani zdenerwowany. Wyglądał raczej na pogodzonego z losem. Ale przed konkursem na dużej skoczni wcale nie jest zrezygnowany.
"Ja nie składam broni. Mam nadzieję, że jeszcze będę skakał dobrze. Czy żal rozstawać się z tytułem Mistrza Świata? Na pewno żal. Ale to co było, to zostanie" - mówił
z uśmiechem.
"Mój pierwszy skok nie by zły, ale brakło szczęścia. To zresztą było widać, bo zawodnicy tuż przede mną i tuż za mną też nie odlatywali daleko. Nie ma za bardzo jak się tu
tłumaczyć, ale gyby ktoś był na górze i widział dokładnie jaki był wiatr, to by zrozumiał. Drugi skok moim zdaniem spóźniłem, ale prezes Tajner twierdził, że w tych warunkach i tak bym
nie miał szans. Kasai i Olli też mieli pecha do wiatru. A przy dzisiejszym sprzęcie wiatr odgrywa olbrzymią rolę" mówił Małysz.