Kolejną rywalką Radwańskiej będzie w czwartek Niemka o polskich korzeniach - Angelique Kerber (nr 8.), trenująca często w Puszczykowie pod Poznaniem na kortach należących do jej dziadka.
Mecz rozgrywano na korcie numer 1 i przerwano go krótko przed godziną 20 w wyniku deszczu i zapadających ciemności, przy stanie 4:4 w decydującym secie. Nieoczekiwanie około godziny 22.30 tenisistki weszły na kort centralny, zaraz po zakończeniu ostatniego z zaplanowanych pierwotnie pojedynków.
- powiedział trener krakowianki Tomasz Wiktorowski.
- dodał.
Zanim w trzecim secie doszło do pierwotnego zakończenia, a potem nieoczekiwanego wznowienia meczu na innym korcie, był on dwukrotnie przerywany.
Zaczęło się obiecująco dla Radwańskiej. Rosjanka miała poważne problemy z utrzymaniem podania, ale wybroniła się ze stanu 0-40 i dwóch przewag rywalki. Podczas przerwy, przy 1:2, tenisistki nieco dłużej siedziały, czekając na wznowienie gry.
Po przerwie Polka zdobyła trzy następne gemy, przełamując w piątym rywalkę. W siódmym była bliska kolejnego "breaka" na 5:2, ale od stanu 40-0 Rosjanka zdobyła pięć kolejnych punktów. W tym momencie na dobre się rozpadało i tenisistki musiały opuścić kort, na blisko dwie godziny.
Po wznowieniu Radwańska podwyższyła prowadzenie na 5:3, nie tracąc przy tym punktu. W kolejnym nie wykorzystała dwóch setboli, a przy 5:4 oddała nieoczekiwanie swoje podanie Rosjance.
Od 5:5 nastąpił zryw Polki, który przyniósł jej trzy następne gemy. Serwując przy 6:5, nie wykorzystała co prawda trzeciego setbola, ale przy czwartym zakończyła trwającą godzinę i dziewięć minut partię.
Tę serię zakończyła "breakiem" na otwarcie drugiego seta, ale zaraz wypuściła z rąk przewagę. Podobnie było, gdy po zdobyciu gema przy serwisie rywalki na 4:3, od razu oddała jej swojego.
Przy 4:5 znów przegrała podanie, przy drugim setbolu, po godzinie i 52 minutach gry. Zaraz po tym obie zawodniczki udały się do łazienki, a na korcie sędzia zaczęła gorączkowo sprawdzać, czy trawa nie jest zbyt mokra od mżawki.
Tenisistki cierpliwie czekały na swoich krzesełkach, zanim sędzia ogłosiła, że kort jest "nieco śliski". Udały się więc do szatni, tym razem na 40 minut.
Decydująca partia, rozgrywana przy nie najlepszej widoczności spowodowanej przez zachmurzenie i późną porę przyniosła na otwarcie obustronne przełamania, a później utrzymywanie podań do stanu 4:4. Wtedy sędzia ogłosiła: .
Z Londynu Tomasz Dobiecki