Był to trzeci turniej duetu Świątek - Mattek-Sands, który był rozstawiony w Paryżu z numerem 14. Po raz pierwszy połączyły siły pod koniec marca w imprezie WTA w Miami, gdzie dotarły do półfinału. Potem w Madrycie odpadły w 1/8 finału, a we wspólnym debiucie wielkoszlemowym zatrzymały się teraz na meczu o tytuł. W nim w niedzielę przegrały z występującymi z "dwójką" Krejcikovą i Siniakovą 4:6, 2:6.
- zaznaczyła na konferencji prasowej Polka.
Czeszki tym samym wygrały razem trzeci turniej tej rangi. Dwa poprzednie takie sukcesy odniosły trzy lata temu, a jeden z nich także na kortach im. Rolanda Garrosa.
- zapowiedziała 20-letnia zawodniczka z Raszyna.
Powtórzyła po raz kolejny w ostatnich dniach, że docenia starty w deblu i uważa, że ma to pozytywne efekty dla jej gry w singlu, w którym się specjalizuje.
- zaznaczyła.
Po awansie do finału partnerująca jej Amerykanka zadeklarowała, że w nagrodę zabierze Polkę na zakupy.
- podsumowała podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego.
Podkreśliła, że bardzo pozytywnie ocenia w całokształcie paryski turniej, w którym w singlu broniła tytułu. W tej konkurencji odpadła w ćwierćfinale.
- oceniła.
Niedawno mówiła dziennikarzom, że gdy zamyka oczy, to widzi tylko kort i piłkę. Teraz przyznała, że pomogło jej ostatnich kilka dni, kiedy grała co drugi dzień.
- dodała.
Przyznała, że tęskni za domowym jedzeniem i odpoczynkiem. I mimo że nie czuje się pewnie na trawiastych kortach, to cieszy się na myśl o przejściu na tę nawierzchnię.
- zaznaczyła Świątek.