Czeska tenisistka jest rozczarowana decyzją kierownictwa wielkoszlemowego turnieju o zniesieniu zakazu dla rosyjskich i białoruskich graczy przed tegorocznym turniejem. Powiedziała, że współczuje Ukraińcom będącym ofiarami trwającej inwazji armii Putina na ich kraj.
Wimbledon to jedyny turniej Wielkiego Szlema, który wykluczył graczy z Rosji i jej sojusznika - Białorusi. W zeszły piątek ogłosił jednak, że pozwoli im grać pod flagą neutralną. Zakaz został nałożony w lutym 2022 roku po ataku Moskwy na Ukrainę. Według Kvitowej, Rosjanie i Białorusini powinni zostać również wykluczeni z udziału w igrzyskach olimpijskich w Paryżu w przyszłym roku.
Zawsze zaznaczam, że jestem przeciwna wojnie. Martwię się o ukraińskich obywateli oraz zawodników - powiedziała Czeszka.
Organizatorzy wimbledońskiego Wielkiego Szlema zapewniają, że "całkowicie potępiają rosyjską inwazję na Ukrainę" i dopuszczą graczy z Rosji i Białorusi pod warunkiem, że nie będą popierać agresji i nie będą korzystać z funduszy państwowych swych krajów.
Z powodu ubiegłorocznego zakazu zawodnicy występujący w Londynie zostali pozbawieni punktów rankingowych. Organizatorzy turnieju i brytyjski Lawn Tennis Association zostali ukarani wysokimi grzywnami przez organizacje WTA i ATP Tours, które rządzą rozgrywkami mężczyzn i kobiet.
Doceniam to, że Wimbledon miał ciężki okres w zeszłym roku, nie przyznając punktów po tym, jak Białorusini i Rosjanie nie mogli grać - powiedziała Kvitova.
Nie powinno ich być na igrzyskach olimpijskich, ponieważ uważam, że igrzyska są wyrazem pragnienia, aby nie było wojen na świecie. To jest moje zmartwienie. Naprawdę doceniam to, że Wimbledon nie dopuścił ich w zeszłym roku - uważa dwunasta tenisistka rankingu WTA.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski w najbliższym czasie ma zdecydować o udziale rosyjskich i białoruskich sportowców w paryskich igrzyskach. Ukraina zagroziła bojkotem igrzysk, jeśli Rosjanie będą mogli tam rywalizować.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.