Justyna Kowalczyk studiowała trasę z trenerem Aleksandrem Wierietielnym. Szkoleniowiec przechadzał się z boku, a jego zawodniczka ćwiczyła kolejne elementy pętli. Trener pokazywał Justynie każdy zakręt, a później wspólnie analizowali jego profil. Krok po kroku. Na koniec Polka raz przećwiczyła finisz.

W bojowym nastroju

- W tej chwili cała trasa jest dobrze przygotowana, ale niestety tu w każdym momencie może się coś stać. Klucz jest jeden - musisz wyjść ze startu w pierwszy zakręt na jednym z pierwszych miejsc. Jeśli się nie uda, będzie bardzo trudno o dobry wynik. To nie jest Canmore, gdzie można było powalczyć później. Tutaj trzeba ciągle uważać, na prostej, na zakręcie, zjeździe i tak dalej - mówił po treningu trener Wierietielny. Co nie zmienia faktu, że jest jednak optymistą. - Kiedy u nas nie było bojowego nastroju? I to nie pierwszy, a już drugi sezon. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Presja na pewno jest wielka - mówił trener.

Justyna nie mówiła nic. Przyjaźnie machnęła ręką i zniknęła w autobusie. Ona wie, że w środę czeka ją ważny start. Od początku sezonu twierdziła, że właśnie w sprincie stać ją na wielki wynik. W poniedziałek, startując na dziesięć kilometrów stylem dowolnym, była piąta. Wcześniej mówiła, że w tym biegu na dobry wynik nie ma co liczyć. Sama przekonywała, że realnie rzecz biorąc stać ją na miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki. Tymczasem do medalu zabrakło jej niecałe sześć sekund.


Pełna mobilizacja

- Co powiedziała nam na mecie? Będziemy walczyć! W sumie tylko to - mówi Brandt, ale zaraz dodaje ze śmiechem: - Chociaż nie, były też mocniejsze słowa, ale tego już nie powiem dziennikarzom.

W teamie Justyny trwa pełna mobilizacja. Odwiedziliśmy boks Polki w czasie, gdy ona poznawała trasę. - Spałem kilka godzin, bo wszystko musi być gotowe. Boję się myśleć, co będzie jutro. Pogoda ciągle się zmienia. Podczas startu zapowiadane jest słońce i lekki mróz, czyli to, co robimy dzisiaj, jutro trzeba będzie powtórzyć od nowa - mówi serwismen Justyny Estończyk Are Mets. Rano, tuż przed startem, Polka dostanie od niego dwie pary nart. Wybierze z nich te najlepsze. Wczoraj po zjęciach Kowalczyk głównie odpoczywała. - Po ostatnim treningu jest inaczej niż po starcie. Znacznie mniej zabiegów. Zawsze jest tak, że odnowę robimy bezpośrednio po zawodach. Przed startem tylko odpoczynek i sen - tłumaczy Brandt.

Wszystkim pokaże!

Po pierwszym starcie Justyny na igrzyskach pracował ponad godzinę. - Nie różniło się to od tego, co jest podczas Pucharu Świata. Około godzinki, może półtorej poświęciliśmy odnowie. Plus suplementacja. Naprawdę nic nowego - mówi Brandt, który pracuje z Polką od dwóch lat. Wcześniej opiekował się siatkarkami i lekkoatletami. Dzisiaj też będzie od rana w pełnej gotowości, choć sam nie wie, czy się przyda. - Wszystko zależy od samopoczucia zawodniczki, od tego, czy są jakieś kontuzje albo czy nie ma ekstremalnego zimna. Justyna w tej chwili nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów. Jest w pełni zdrowa, tylko trochę zmęczona. Ale robimy wszystko, żeby było jak najlepiej - mówi. I zaraz dodaje: - Justyna im wszystkim pokaże! Zawsze jest tak, że porażki motywują ją nawet bardziej niż sukcesy. Nadzieje są duże. Prawdę mówiąc nasze, jako ekipy, chyba nawet większe niż Justyny.

>>> Czytaj też: Sikora świetnie pobiegł, ale słabo strzelał

p