Działacz, który przyniósł nam wstyd, zrezygnował
Kilka dni temu Polskę obiegła wieść - w wiosce olimpijskiej, na trawniku, spał "zmęczony" działacz Polskiego Związku Lekkoatletycznego. Teraz Jerzy Sudoł naiwnie się tłumaczy, ale trzeba przyznać, że ma przynajmniej odrobinę przyzwoitości, bo sam zrezygnował z zajmowanego stanowiska.
- "Występ w igrzyskach to ani sukces, ani klęska"
- Kuba bez sukcesów w Pekinie przez mafię i sędziów
- Kokainowy skandal w norweskiej piłce
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sudoł napisał też oświadczenie, w którym wyraził ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i przeprosił całe środowisko sportowe.
Swoje skandaliczne zachowanie tłumaczy... stresem. "Igrzyska Olimpijskie to wielki stres zarówno dla uczestników, jak i osób odpowiedzialnych za całokształt przygotowań do tej imprezy. Jako wiceprezes PZLA ds. szkoleniowych poświęciłem ostatnie cztery lata swej pracy na rzecz stworzenia polskim lekkoatletom optymalnych warunków treningowych, będąc sam jednocześnie trenerem jednej z zawodniczek uczestniczącej w Igrzyskach" - mówi.
"Narastająca presja sukcesów i trudne warunki klimatyczne coraz bardziej odbijały się negatywnie na moim zdrowiu już wcześniej, a po nieudanym starcie mojej zawodniczki zacząłem zażywać leki uspokajające. W feralnym dla mnie dniu wypiłem trzy lampki wina, po których poczułem się bardzo słabo i dlatego wyszedłem na zewnątrz budynku. Tam usiadłem na trawie, zapaliłem papierosa i dalej straciłem świadomość. Po chwili straż wioski wezwała szefa polskiej misji olimpijskiej" - opowiada.
Sudoł zrezygnował z funkcji wiceprezesa PZLA i zadeklarował, że zapłaci z własnej kieszeni za swój pobyt w Pekinie.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!