Polski bokser wygrał. Zaatakowali go kibole
"To była zwierzęca agresja tłumu. Było tak gorąco, że nawet reżyser z telewizji Rai Sport uciekł z hali i schował się w samochodzie" - tak skandaliczną sytuację opisuje Andrzej Wasilewski, szef zawodowej grupy Bullit Knockout Promotions, która jest promotorem Krzysztofa Bieniasa. Polak pokonał w piątek we włoskim Frosinone Svena Parisa. A potem... publiczność rzuciła się polską ekipę.
- Najbardziej masakryczny nokaut w historii
- Polak wykończył rywala i wysłał go do szpitala
- Tajemniczy wirus zaatakował mistrza świata
- Bokser zamordowany... paskiem od torebki
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Żeby zejść z ringu czekaliśmy na ochronę. Wcześniej wypchnięto nas z miejsc dla VIP-ów" - dodaje Wasilewski. Szef Bullit Knockout Promotions podkreśla, że nie chodziło o złe sędziowanie, bo ono było sprawiedliwe dla obu stron.
Kibiców zdenerwowała lokalnego bohatera Svena Parisa (Frosinone to jego rodzinna miejscowość). "Najbardziej agresywna była grupa około 150 kibiców, najprawdopodobniej byli trzeźwi" - mówi portalowi Sport.pl Wasilewski, który razem z resztą Polaków musiał czekać 30 minut na zejście z ringu.
>>>Polak wykończył rywala i wysłał go do szpitala
Sędzia przerwał walkę w 12 rundzie. Włoch żeby nie upaść musiał trzymać się lin otaczających ring. Otrzymał jeszcze kilka uderzeń od Polaka i lekarze znosili go już na noszach. Paris chciał się poddać już po 11 rundzie, ale sekundanci namówili go na dalszą walkę. Kilka chwil później upokorzyły go ciosy Bieniasa.
Polak obronił pas WBO Intercontinental wagi półśredniej, a Parisowi nie udał się rewanż za lutową porażkę. Wtedy nasz zawodnik okazał się lepszy po dziewięciu rundach.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!