21-letni Towns, wybrany z numerem pierwszym w ubiegłorocznym drafcie, swój dorobek uzupełnił 18 zbiórkami, trzema blokami i dwoma asystami. Głównie dzięki niemu i rozgrywającemu Zachowi LaVine'owi gospodarze w ciągu ośmiu minut czwartej kwarty odrobili 16-punktową stratę i 24 s przed ostatnią syreną doprowadzili do remisu 104:104. Ostatnie słowo należało jednak do Anthony'ego, którego wcześniej w zdobywaniu punktów wyręczał głównie rówieśnik Townsa Kristaps Porzingis. Łotysz w całym meczu uzyskał 29.

"Do takich graczy jak ta dwójka należy przyszłość. Towns w ciągu roku zrobił niesamowity postęp, a Kristaps, z którym gram i trenuję, rozwija się dosłownie z dnia na dzień" - przyznał 32-letni lider nowojorczyków.

Knicks z bilansem dziewięciu zwycięstw i tylu samo porażek zajmują ósmą pozycję w Konferencji Wschodniej. "Leśne Wilki" (5-13) na Zachodzie wyprzedzają tylko ekipę Dallas Mavericks (3-14), która w środę uległa we własnej hali San Antonio Spurs 87:94. Była to dziewiąta przegrana "Mavs" w ostatnich 10 występach. Rywale z Teksasu (15-4) mogą się pochwalić odwrotnym osiągnięciem i w Konferencji Zachodniej ustępują tylko Golden State Warriors (16-2).

W Dallas o sukcesie gości zdecydowała wygrana przez nich różnicą 12 pkt ostatnia kwarta. Ich najlepszym strzelcem był rezerwowy Patty Mills - 23 pkt, w tym 15 po rzutach "za trzy". Z ławki rezerwowych poczynania kolegów oglądał odpoczywający francuski rozgrywający Tony Parker. Wesley Matthews uzyskał 26 pkt i był najskuteczniejszym graczem Mavericks.

Było to 11. kolejne od początku sezonu zwycięstwo Spurs na wyjeździe. To trzecie najlepsze otwarcie w roli gości w historii NBA po ubiegłorocznym w wykonaniu Warriors (14-0) i Knicks (12-0) z sezonu 1969/70.

Nie odbył się mecz w Filadelfii, gdzie miejscowe "Szóstki" miały zmierzyć się z Sacramento Kings. Powodem była wilgoć, a momentami nawet stojąca woda, na parkiecie Wells Fargo Center. W tej wielofunkcyjnej hali dzień wcześniej swoje spotkanie w NHL rozegrali hokeiści Flyers, a wyjątkowo jak na koniec listopada ciepły i wilgotny dzień sprawił, że umieszczone pod boiskiem do koszykówki lodowisko mocno parowało. Początkowo przesunięto rozpoczęcie meczu o godzinę, ale po tym czasie - mimo zaangażowania koszykarzy, którzy przy pomocy mopów próbowali wysuszyć parkiet - zdecydowano o jego odwołaniu.

"Już na porannym treningu boisko było dość śliskie, ale z czymś takim, co zobaczyłem na rozgrzewce, spotkałem się pierwszy raz" - wspomniał zawodnik Kings DeMarcus Cousins.

Marcin Gortat zdobył 12 punktów, ale jego Washington Wizards doznali 11. porażki w sezonie. "Czarodzieje" na wyjeździe ulegli po dogrywce Oklahoma City Thunder 115:126 i z bilansem 6-11 zajmują 12. miejsce na Wschodzie.

W czwartym meczu z rzędu tzw. triple-double uzyskał lider gospodarzy Russell Westbrook - 35 punktów, 14 zbiórek i 11 zbiórek. Wśród pokonanych najlepszy był Bradley Beal - 31 pkt.