Nasi olimpijczycy trenują w strasznych warunkach
W takich warunkach nie przystoi trenować nawet juniorom, a co dopiero olimpijczykom! W ośrodku, w którym przygotowują się do igrzysk, polscy sprinterzy nie mają nawet bieżni, na której mogliby normalnie biegać. Codziennie muszą więc dojeżdżać na treningi kilkanaście kilometrów. "Zabieramy się w dwie taksówki i mój samochód" - mówi trener biegaczy Tadeusz Osik.
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sprinterzy mieli przygotowywać się do olimpiady na obiekcie AWF w Gdańsku. Tyle, że się... nie dało. "Tartan był w fatalnym stanie. Zeszła wierzchnia warstwa, a drzewa wybrzuszyły go korzeniami tak, że pojawiły się garby. Można się zabić" - mówi trener Osik serwisowi gazeta.pl.
Polacy muszą więc przygotowywać się na bieżni w Sopocie. Dojeżdżają tam taksówkami. "15 złotych w jedną stronę" - opowiada szkoleniowiec. Dlaczego nie mogą mieszkać w Sopocie? Bo jest tam bieżnia, ale nie ma warunków mieszkaniowych i odnowy.
Dlaczego nasi sportowcy przygotowują się do olimpiady w skandalicznych warunkach? Polski Związek Lekkiej Atletyki nie ma pieniędzy i dlatego sprinterzy nie pojechali na zgrupowanie do Hiszpanii. "To prawda, brakuje pieniędzy" - przyznaje Jerzy Sudoł, szef wyszkolenia PZLA. Związek zaproponował co prawda sprinterom obóz w Spale, ale kiedy tworzono plany przygotowań, nie było jeszcze wiadomo, czy bieżnia w tamtym ośrodku będzie gotowa na czas. "A trzeba było zarezerwować bilety lotnicze na zawody w Londynie i Sztokholmie. Samoloty startują z Gdańska, nie zdołalibyśmy zmienić rezerwacji..." - kończy trener Osik.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!