Czy nie byłoby piękne widzieć, jak właściciel klubu NFL mówi do zawodnika nieszanującego naszej flagi +Zdejmijcie tego sk...na z boiska. Jest zwolniony+. Ten, kto zdecyduje się na taki krok, zostanie najpopularniejszą osobą w kraju - powiedział Trump podczas piątkowego wiecu w Alabamie.

Protesty w futbolowej NFL zainicjował rok temu Colin Kaepernick. Ówczesny rozgrywający San Francisco 49ers podczas meczu przedsezonowego nie wstał w trakcie hymnu. W ten sposób chciał zwrócić uwagę na brutalność policji wobec czarnoskórej mniejszości.

Nie zamierzam stać i honorować flagi kraju, w którym nęka się czarnoskórych - uzasadnił, pozostający obecnie bez klubu, 29-letni quarterback.

Kaepernick dalej protestował, zwykle klękając na jedno kolano w trakcie hymnu. Nie nabrało to jednak charakteru masowego, a media z czasem przestały się tym interesować. W tym sezonie jego postawę kontynuowało tylko kilku zawodników. Sytuacja diametralnie zmieniła się po wystąpieniu Trumpa.

W niedzielę, przy okazji 13 spotkań NFL na przyklęknięcie lub inną formę protestu zdecydowało się ok. 150 futbolistów. W kilku przypadkach całe drużyny pozostały w szatni w trakcie hymnu. Nie brakowało właścicieli klubów, którzy publicznie wyrazili szacunek dla takiego zachowania.

Nie ma w tym kraju czynnika bardziej jednoczącego niż sport i niestety bardziej dzielącego niż polityka - stwierdził Robert Kraft, właściciel aktualnych mistrzów New England Patriots i... przyjaciel Trumpa.

W miniony weekend do pierwszego przypadku przyklęknięcia doszło w baseballowej MLB. W poniedziałek natomiast, przy okazji dnia otwartego dla mediów, postawa prezydenta była często poruszana przez koszykarzy ligi NBA. W ich przypadku krytyczne uwagi wobec Trumpa można było usłyszeć już w trakcie kampanii wyborczej. Otwarcie Hilary Clinton popierał m.in. jeden z największych gwiazdorów LeBron James.

On nie rozumie, jaką mocą dysponuje lider tego pięknego kraju. Nie rozumie, jak wiele dzieci, bez względu na rasę, patrzy na prezydenta USA oczekując wskazówek, przywództwa, słów zachęty. On tego wszystkiego nie rozumie i właśnie przez to, bardziej niż z jakiegokolwiek innego powodu, robi mi się niedobrze - powiedział James.

Dla mnie on nie jest żadnym liderem, to klaun - nie przebierał w słowach Bradley Beal, kolega Marcina Gortata z Washington Wizards.

Odsetek zawodników innego koloru skóry niż biały w poprzednim sezonie NBA wynosił blisko 82 procent (w NFL czarnoskórzy stanowią ok. 67 proc.). Środowisko to jest bardzo czułe na wszelkie przejawy nietolerancji. Kiedy w 2016 roku władze stanu Północna Karolina uchwaliły przepisy dyskryminujące osoby transpłciowe, komisarz ligi Adam Silver zdecydował o przeniesieniu z Charlotte Meczu Gwiazd. Wcześniej z powodu rasistowskiej wypowiedzi do sprzedaży Los Angeles Clippers został zmuszony Donald Sterling.

W USA tradycją są wizyty w Białym Domu drużyn, które wywalczyły mistrzostwo w największych zawodowych ligach. Już w czerwcu pojawiły się jednak głosy, że najlepsi w NBA Golden State Warriors odwiedziny zbojkotują. Gdy niedawno krytycznie wobec działań prezydenta wypowiedział się lider "Wojowników" Stephen Curry, Trump oficjalnie wycofał dla nich zaproszenie.

Koszykarze w jego krytyce nie są osamotnieni. Ich poglądy podziela niejeden szkoleniowiec, a chyba najbardziej zagorzały w tej kwestii jest Gregg Popovich. Trener San Antonio Spurs, który doprowadził "Ostrogi" do pięciu tytułów mistrzowskich, słynie z bardzo krótkich wypowiedzi udzielanych reporterom. Kiedy jednak pojawia się pytanie o Trumpa, służący przed laty w stopniu majora w Siłach Powietrznych USA weteran wyraźnie się rozpala.

Wciąż mnie mdli i to nie dlatego, że wygrał kandydat republikanów. Najstraszniejsze w tym jest to, że połowa ludzi postanowiła zignorować te wszystkie jego homofobiczne, rasistowskie oraz mizoginiczne komentarze i na niego zagłosować - mówił po wyborach.

W poniedziałek wycofanie przez Trumpa zaproszenia dla Warriors nazwał "komicznym".

Zachował się jak dzieciak, który w ogrodzie urządza imprezę urodzinową i boi się, że ktoś nie przyjdzie - ocenił.

Nasz kraj stał się pośmiewiskiem dla świata, ale wciąż mamy wybór. Możemy z powodu tego typu wypowiedzi dalej walić głową o ścianę, albo uznać, że instytucje tego państwa, ludzie w nim żyjący są istotniejsi i wziąć się do pracy na poziomie oddolnym - dodał szkoleniowiec, który wyjątkowo ceni różnorodność. W ostatnich latach teksański zespół regularnie przoduje w liczbie obcokrajowców broniących jego barw.

Sezon 2017/18 NBA rozpocznie się 17 października. Wtedy okaże się, czy koszykarze zdecydują się na jakąś formę protestów. Amerykanie tymczasem już zastanawiają się, czy może do nich dojść także przy okazji zbliżających się zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu.

Napawa mnie dumą, że pochodzę z kraju, w którym mamy wolność wypowiedzi. To ważne, aby ludzie używali swojej pozycji do wspierania tego, w co wierzą - powiedział Gus Kenworthy, srebrny medalista z Soczi (2014) w slopestyle'u.

Blisko 26-letni narciarz dodał, że w przypadku ewentualnego zaproszenia z Białego Domu, raczej z niego nie skorzysta, a jakiś protest, jeśli znów stanie na podium, nie jest wykluczony.

Znając mnie, pewnie coś zrobię, ale nie lubię planować takich rzeczy - przyznał.