Czy jest pan cudotwórcą? Drużyna, którą wszyscy zdążyli przekreślić nagle zaczęła wygrywać. Trzy mecze, dziewięć punktów, dziewięć strzelonych bramek, żadnej straconej.
Rozumiem, że zaczynamy od żartów? Tu nie ma żadnych cudów. Zmiana szkoleniowca często powoduje mobilizacje. Pamiętam, jak jeszcze byłem piłkarzem i do Legii przyszedł trener Franciszek Smuda. Wcześniej nic nam nie wychodziło, a nagle zaczęliśmy grać jak z nut.

W pana przypadku trudno jednak mówić o efekcie nowej miotły, bo przecież jest pan z tą drużyną już od dłuższego czasu.
Akurat to okazało się bardzo pomocne - fakt, że znałem tych chłopaków, wiedziałem co im dolega, gdzie szukać recepty na poprawienie gry.

I gdzie pan ją znalazł, bo przecież żadnej rewolucji nie było?
Zapowiedziałem zawodnikom, że zostajemy przy tym samym systemie gry. Dokonałem pewnych, małych, zmian personalnych oraz niewielkich korekt taktycznych. Wymagam od zawodników z przodu więcej kreatywności, szukania gry, wychodzenia na pozycje. Wpajam im, że strata piłki nie jest niczym strasznym, lepiej próbować, bo zawsze może wyjść, niż chować się za plecami partnerów. Wprowadziłem też większą dyscyplinę w defensywie.

Piłkarze nie mogą się pana nachwalić. Mówią, że wiele im dały indywidualne rozmowy, które przeprowadził pan z każdym z zawodników. Czego one dotyczyły?
Kazałem każdemu z nich wyznaczyć sobie jakiś osobisty cel na ten sezon. Okazało się przecież, że wszystkie nasze założenia, czyli obrona mistrzostwa i skuteczna walka o Ligę Mistrzów, nie będą się mogły w tym sezonie zrealizować. Teraz każdy wie o co gra.

Czy na pewno te przedsezonowe plany wzięły już w łeb? Przecież wróciliście do walki o mistrzostwo.
Spokojnie, na pewno kibice oraz dziennikarze nie usłyszą ode mnie deklaracji, że gramy o tytuł. Słowa niewiele znaczą, nie raz byłem świadkiem tego jak w szatni wszyscy się mobilizują, krzyczą, jak to zaraz ich powieziemy, jak na nich siądziemy od pierwszej minuty, a potem na boisku wygląda to zupełnie inaczej. Dlatego nie wymagam słów, tylko działań. Chcę, żeby piłkarze na boisku udowadniali, że chcą grać dobry futbol i chcą się rozwijać. To przyniesie wyniki.

Raz już pan był pierwszym trenerem Legii i się wyraźnie sparzył. Czym się różni obecna Legia od tamtej, i przede wszystkim czym się różni ten Jacek Zieliński od tego sprzed dwóch lat.
Sam fakt, że teraz rozmawiamy świadczy o tym jak bardzo się zmieniłem. Kiedy po raz pierwszy pracowałem w Legii unikałem mediów jak ognia i byłem bardzo zamknięty w sobie. Nie opowiadałem o problemach drużyny, uważałem, że to nie w porządku w stosunku do zawodników. Ale tamta Legia była wyraźnie słabsza od tej. Panował bałagan i chaos. Do drużyny przyszło pięciu piłkarzy z których najstarszy - Marcin Burkhardt miał 23 lata! Zmienialiśmy system gry z trójką w obronie na nowoczesne 4-4-2. Chciałem koniecznie żeby Legia grała nowocześnie, nawet kosztem rezultatów. Jak się okazało popełniłem podstawowy błąd - tu zawsze najważniejsze są wyniki.

Wtedy krytykowało się pana za biznesowe kontakty z drużyną - wynajmował pan ponoć piłkarzom mieszkania. A także za to, że jest pan zbytnio koleżeński w stosunku do piłkarzy, z którymi przecież pan grał.
To byla niecodzienna sytuacja, nagle z zawodnika stałem się trenerem. Nie było jednak mowy o zbyt koleżeńskich stosunkach - było dokładnie odwrotnie. Bojąc się tego wprowadziłem zbyt duży i sztuczny dystans. Dziś już tak nie jest. A mieszkanie jednemu z zawodników wynajmowałem jeszcze kiedy byłem piłkarzem, co miałem zrobić, po tym jak uczyniono mnie szkoleniowcem, wyrzucić go z domu? Bzdura. Widocznie kogoś bolało, że zainwestowałem pieniądze. Ale ja najwięcej zarobiłem nie na kontraktach, ale na premiach za awans na mistrzostwa świata i do Ligi Mistrzów.

W piątek czeka was mecz z Wisłą. Już raz pan poległ w Krakowie stosując tę słynną taktykę nazwaną „piramidą”.
To była dobra taktyka, ale bardzo skomplikowana. Widzi pan kolejny mój błąd z tamtego okresu. Niepotrzebnie forsowałem ten pomysł, bo było zdecydowanie zbyt mało czasu, by się go nauczyć. Na treningach wyglądało to dobrze. Mecz jednak zasadniczo różni się od treningu. Tym razem piramidy nie będzie.