Udało się już panu zwiedzić słynny Stadion Olimpijski, na którym gra Hertha Berlin?
Tak, zrobił na mnie wielkie wrażenie. 74 tysięcy krzesełek, piękna murawa, duży telebim - oto jak wygląda ten obiekt. Aż strach pomyśleć, co będzie się na nim działo podczas meczu. Nie mogę się już doczekać.

Ciekawe tylko, z jakiej perspektywy będzie pan obserwował to piłkarskie święto: boiska czy ławki rezerwowych.
W sparingach wychodzę w pierwszym składzie, więc liczę, że w Bundeslidze będzie podobnie.

Na jakiej pozycji pan gra?
W ataku. Do moich zadań należy robienie zamieszania w polu karnym rywali, czasem wracam też na środek boiska po piłkę. Generalnie prezentuję taki <Maciek Żurawski style>. Drugim atakującym, ustawionym bardziej na szpicy, jest Marko Pantelić.

W jakim języku się porozumiewacie?
Angielskim. Niemiecki, jak na razie, jest dla mnie czarną magią. Potrafię powiedzieć właściwie tylko ja i nein (tak i nie - przyp. red.). Ale to się zmieni, w przyszłym tygodniu zaczynam intensywne lekcje.

Wcześniej czeka pana debiut na stadionie Eintrachtu we Frankfurcie. Czy chłopakowi, który dotychczas grał tylko w polskiej lidze, nie zadrży noga w obecności kilkudziesięciotysięcznej widowni?
Jeśli zacząłbym myśleć, ile osób mnie obserwuje, pewnie nie byłbym w stanie ruszyć się z linii środkowej. Na szczęście umiem grać pod presją.

Spotkał się pan już w Berlinie z jakimiś wyrazami sympatii?
Nie, bo ludzie mnie tu jeszcze nie znają. Muszę jak najszybciej strzelić ze dwa gole i wtedy sytuacja na pewno się zmieni.

W przeciwieństwie do kolegów z Zagłębia Lubin, którzy dostali niedawno baty od Steauy Bukareszt i Wisły Kraków, dopisuje panu humor.
Fakt, chłopaki są porządnie podłamani. Oglądałem mecz z Rumunami na stadionie i muszę powiedzieć, że nie wyglądało to dobrze. W ogóle gdy patrzyłem na spotkania polskich drużyn w pucharach, szczególnie na Groclin i Bełchatów, które męczyły się z Azerami i Gruzinami, to byłem podłamany. Wschód nas goni, a zachód nam ucieka. Smutne.

Może gdyby Łukasz Piszczek grał w eliminacjach do Ligi Mistrzów, Steaua by nie wygrała.
Skoro Chałbiński i Włodarczyk mieli problemy z obrońcami z Bukaresztu, to ja też mógłbym sobie z nimi nie poradzić. Michał i Piotrek nie są gorsi ode mnie.

Skromności nauczył się pan od nowego trenera z Berlina, Luciena Fevre?
Ha, ha, ha. Nie, od Szwajcara mogę przyswoić kilka innych cech, takich jak spokój i solidność. To fajny, normalny facet. Wiele nasłuchałem się od starszych kolegów z Polski o szkoleniowcach wariatach, na szczęście ja takiego jeszcze nie spotkałem.

Daje pan jakieś szanse Zagłębiu w rewanżu w Rumunii?
Tak, pod warunkiem że trener Czesław Michniewicz ustawi zespół ofensywniej. Jak chłopaki z fantazją ruszą na rywali, to kto wie, może uda im się przejść?

A czy panu i Jakubowi Błaszczykowskiemu z Borussiii Dortmund uda się podbić Bundesligę?
Byłbym szczęśliwy, gdyby tak się stało. Mam też nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zagrać z Kubą w jednym klubie. Najlepiej w Bayernie Monachium...