Dziennik Gazeta Prawana logo

Reprezentant Polski za słaby na II ligę hiszpańską

22 grudnia 2008, 05:17
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Do trenera Javiera Clemente miałem dość neutralny stosunek. Nie lubię owoców morza, więc jako jedne z niewielu w klubie nie zatrułem się na jego pożegnaniu" - mówi DZIENNIKOWI Adrian Sikora, który od pół roku nie może przebić się do składu hiszpańskiej Murcii.

... występy? Raczej ich brak! Przecież ja niemal w ogóle nie gram.

Po raz pierwszy w życiu zdarza mi się tak dużo siedzieć na ławce. To dziwne uczucie. Mimo to nie poddaje się. Przecież za mną niespełna połowa sezonu. Jeżeli do końca rozgrywek nie zacznę regularnie grać w Murcii, to przyznam publicznie, że byłem za słaby na drugą ligę hiszpańską. Nie będę, jak inni polscy piłkarze, szukał winy u trenera, który mnie nie lubił, tylko powiem wprost, że zawiodłem. Ale na razie jest za wcześnie na składanie broni. Na początku pobytu w Górniku i Groclinie też sobie nie radziłem. Potem strzelałem gole i było dobrze. Liczę, że w Murcii będzie podobnie.

Absolutnie nie. Mój jedyny kontakt z naszą ekstraklasą polega na tym, że regularnie rozmawiam z trenerem Polonii Jackiem Zielińskim, który jest moim przyjacielem. I niech tak zostanie.

Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Murcia to znakomite miejsce nie tylko do gry, ale i do życia. Mieszka tu wielu Polaków, u jednego z nich regularnie bywam w restauracji. Naprawdę nie chciałbym się stąd ruszać.

Z tym domem wiąże się ciekawa historia. Polskie gazety napisały jakiś czas temu, że Sikora lekko zwariował, bo kazał sobie znaleźć chałupę z basenem. A to nieprawda. Po prostu szefowie klubu przedstawili mi do wyboru trzy wille i każda z nich miała basen. To co miałem zrobić? Kazać go usunąć?

Nie, ja miałem do tego człowieka zupełnie neutralny stosunek. Generalnie nasze kontakty nie były zbyt zażyłe. Pewnie dlatego, że on nie mówił po angielsku, ja po hiszpańsku, więc nie było się jak porozumieć.

Uczę, dużo rozumiem, ale z mówieniem jest gorzej.

To prawda. Jakaś bakteria była w owocach morza, które zjedli moi koledzy. Ja nie lubię tego typu dań, więc zatrucie szczęśliwie mnie ominęło.

On nikomu z niczego się nie tłumaczył. To specyficzny facet. Jego decyzje kadrowe wiele razy szokowały nie tylko piłkarzy, ale i kibiców a także dziennikarzy. Tak zmieniał skład, że nie było możliwości, by przewidzieć jaką jedenastkę wystawi następnym razem. Nie zmieniało się tylko jedno – zawsze graliśmy jednym napastnikiem. Przeważnie w przodzie zamiast mnie występowali Ivan Alonso lub Ranko Despotović. To znakomici zawodnicy. Zresztą my na każdej pozycji mamy utalentowanych graczy.

U nas jest tak, że indywidualne umiejętności piłkarzy nie przekładają się na grę zespołową. Liczę, że po Nowym Roku to się zmieni. I że pod rządami nowego trenera zacznę wreszcie więcej grać. Adriana Sikorę naprawdę stać na to, by zaistnieć w Segunda Division. Jeszcze to udowodnię!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj