Zabrzanie, 14-krotni mistrzowie Polski, przystępowali do finałowej części sezonu jako ostatni zespół tabeli, z dużą stratą (mimo podziału punktów) do bezpiecznej lokaty. W grupie spadkowej podopieczni Jana Żurka zaczęli grać jednak lepiej i do końca liczyli się w walce o utrzymanie.

W 37. kolejce musieli wygrać w Niecieczy i liczyć na porażkę Górnika Łęczna we Wrocławiu. Drugi warunek został spełniony, ale zabrzanie nie potrafili pomóc sami sobie. Wprawdzie prowadzili z Termalicą Bruk-Bet po golu Rafała Kurzawy, jednak krótko po przerwie wyrównał Wojciech Kędziora.

Wynik do końca nie zmienił się, co sprawiło, że goście zajęli 15. miejsce w tabeli z dorobkiem 23 punktów. Podobnie było w 2009 roku, gdy zabrzanie również spadli z ekstraklasy. Wówczas ich nieobecność w najwyższej klasie trwała tylko rok. W kolejnym sezonie zajęli drugie miejsce w 1. lidze (za Widzewem Łódź) i wywalczyli awans.

Teraz czas na zastanowienie się dlaczego, dlaczego, dlaczego?! Czuję się rozgoryczony, bo to też mój klub. Dziś mamy ciężki, smutny dzień - przyznał trener Żurek.

Ze spadkiem nie mogli się pogodzić niektórzy fani gości - po meczu w Niecieczy rzucali na murawę wyrwane krzesełka i race.

Na ostatnim miejscu w tabeli uplasowało się Podbeskidzie (20 pkt), które już przed sobotnim meczem u siebie z Wisłą Kraków (3:4) nie miało szans utrzymania.

Drużyna Roberta Podolińskiego, która do finałowej części sezonu przystępowała z najwyższej pozycji w grupie spadkowej (łącznie dziewiątej w ekstraklasie), spisywała się w decydującej fazie bardzo słabo. W siedmiu meczach "Górale" ponieśli sześć porażek, a jedyny remis (z Koroną Kielce 1:1) uratowali w ostatnich sekundach.

W sobotę Podbeskidzie strzeliło trzy gole Wiśle, ale krakowianie odpowiedzieli czterema trafieniami. Jedno z nich było dziełem Pawła Brożka, który w tym sezonie ma już 14 bramek, a w historii ekstraklasy aż 132. Doświadczony napastnik w elitarnym "Klubie 100" zajmuje 10. lokatę. Dziewiąty w tym zestawieniu Teodor Anioła ma o osiem trafień więcej.

W ekstraklasie pozostanie czternasty w tabeli Górnik Łęczna. Ekipa z Lubelszczyzny wprawdzie przegrała ze Śląskiem 2:3, ale ostatecznie wyprzedziła zabrzan o jeden punkt. Dwie bramki dla wrocławian zdobył Japończyk Ryota Morioka, który od początku kwietnia zaliczył siedem ligowych trafień.

W innym meczu grupy spadkowej Korona Kielce uległa u siebie Jagiellonii Białystok 1:3.

Na dziewiątym miejscu, najwyższym w grupie spadkowej, uplasowała się Wisła (32 pkt), o punkt przed Śląskiem i o cztery przed Jagiellonią.

Sprawa mistrzowskiego tytułu rozstrzygnie się w niedzielę. Lider Legia Warszawa podejmie tego dnia szóstą Pogoń Szczecin, a wicelider Piast Gliwice zagra u siebie z trzecim KGHM Zagłębiem Lubin, znakomicie spisującym się w rundzie finałowej.

Jeśli stołeczny zespół wygra na Łazienkowskiej, sięgnie po tytuł bez względu na wynik w Gliwicach. Obecnie Legia i Piast mają po 40 punktów. Pierwsze miejsce stołecznej ekipy wynika z tego, że po sezonie zasadniczym była wyżej w tabeli.