W losowaniu ćwierćfinałów żaden klub nie był uprzywilejowany. Nie było rozstawień czy zastrzeżeń, że nie można trafić na przedstawiciela tego samego kraju. Osiem kulek znalazło się w jednym pojemniku, a po kolei wyjmował je były ukraiński piłkarz Andrij Szewczenko, ambasador finału w Kijowie.

Bayern, który jest już bardzo blisko szóstego z rzędu i 28. w historii mistrzostwa Niemiec, będzie zdecydowanym faworytem rywalizacji z Sevillą. Andaluzyjczycy w najlepszej ósemce znaleźli się po niespodziewanym wyeliminowaniu Manchesteru United. Bawarczycy natomiast w dwumeczu rozbili Besiktas Stambuł 8:1.

W rozgrywkach UEFA drużyny te nigdy ze sobą nie grały. Sevilla nigdy jednak nie uległa na własnym stadionie drużynie z Niemiec. Bayern natomiast porażek doznał w pięciu ostatnich wyjazdach do Hiszpanii.

W ubiegłorocznym finale Juventus, którego bramkarzem od tego sezonu jest Wojciech Szczęsny, wyrównaną walkę z "Królewskimi" toczył przez godzinę, po której było 1:1. W ostatnich 30 minutach spotkania w Cardiff Real zdobył jednak trzy bramki i po raz 12. sięgnął po Puchar Europy. Został też wówczas pierwszą drużyną w historii, która w Lidze Mistrzów triumfowała dwa razy z rzędu.

"Nie sądzę, aby ten finał miał jakiś wpływ na obie drużyny przed nadchodzącą konfrontacją. To zupełnie inna rywalizacja, która potrwa 180 minut. Myślę, że jesteśmy w stanie sprawić Realowi sporo kłopotów" - uważa Pavel Nedved, były pomocnik Juventusu, a obecnie jeden z jego działaczy.

Liderem klasyfikacji strzelców w tej edycji Champions League jest Cristiano Ronaldo. Portugalska gwiazda Realu ma na koncie 12 trafień, o jedno więcej niż łącznie wszyscy piłkarze "Starej Damy". Ronaldo przeciwko Juventusowi grał pięciokrotnie i strzelił mu siedem goli.

Ciekawie zapowiada się również starcie dwóch angielskich drużyn - Manchesteru City i Liverpoolu. W 1/8 finału było aż pięciu reprezentantów tego kraju, ale do ćwierćfinału dotarło tylko tych dwóch. W tym sezonie ligi angielskiej u siebie Manchester wygrał 5:0, a w Liverpoolu górą byli "The Reds" zwyciężając 4:3. To jak na razie jedyna porażka podopiecznych trenera Josepa Guardioli w Premier League.

"Nie sądzę, aby przed losowaniem przedstawiciele klubu z Manchesteru wymieniali nas w gronie drużyn, z którymi najchętniej by zagrali. To znak, że jesteśmy naprawdę mocni" - podkreślił szkoleniowiec Liverpoolu Juergen Klopp.

Niemiecki trener w różnych rozgrywkach już pięć razy pokonał zespoły prowadzone przez Guardiolę. Żaden inny nie może się czymś takim pochwalić.

Z losowania zadowolona powinna być FC Barcelona. Pewnie zmierzająca po mistrzostwo Hiszpanii "Duma Katalonii" trafiła na Romę.

"Kiedy docierasz do ćwierćfinału, nie możesz liczyć na grę z łatwym rywalem. Barcelona to jedna z najlepszych drużyn w Europie, ale na mecze z nią wyjdziemy z podniesioną głowa i liczymy, że zdołamy ją pokonać" - powiedział Francesco Totti, były kapitan Romy, który reprezentował klub na losowaniu w Nyonie.

Barcelona jest niepokonana w ostatnich 12 starciach z włoskimi drużynami. Rezerwowym bramkarzem Romy jest Łukasz Skorupski.

Mecze tej fazy rozgrywek odbędą się 3/4 oraz 10/11 kwietnia. Finał - 26 maja w Kijowie.

Pary ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów:
FC Barcelona - AS Roma
Sevilla - Bayern Monachium
Juventus Turyn - Real Madryt
Liverpool - Manchester City
półfinały - 24/25 kwietnia i 1/2 maja
finał - 26 maja (Kijów)