Francja rozpocznie finałowy turniej Ligi Światowej meczem przeciwko Polsce. Jakie to będzie spotkanie?
Dziwne, bo zagram przeciwko paru swoim nowym klubowym kolegom ze Skry Bełchatów. Będziemy mieli okazję się trochę lepiej poznać. Mówiąc całkiem serio, będzie to piekielnie ważny mecz. Kto wie, czy nie najważniejszy w turnieju. Tak dla mojej reprezentacji, jak i dla mnie samego. Dla mnie ma chyba większe znaczenie niż dla reszty zespołu, bo chcę wygrać z chłopakami, z którymi będę grał w nowym sezonie w jednym zespole. Fajnie byłoby z dobrej strony pokazać się kibicom Skry, tej fantastycznej polskiej widowni.

Zna pan polski zespół, analizował pan jego grę?
Widziałem jak graliście w mistrzostwach świata i muszę powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata wykonaliście ogromny skok do przodu. Polska, którą pamiętam z wcześniejszych imprez, nie grała tak dobrze, długo i konsekwentnie na wysokim poziomie. Nie wiem na ile wasza reprezentacja będzie podobna do tej z mundialu, ale jesteście bardzo groźni. Dwanaście meczów bez porażki w fazie grupowej mówi sama za siebie. Francja grała natomiast odmłodzonym składem.

Brakowało choćby pana. Gdyby nie "dzika karta" zabrakłoby was w katowickim finale.
Młodzi zawodnicy zastępowali starszych godnie. A ja mam dwa powody do zadowolenia: zagram w bardzo ważnej imprezie i udało mi się wypocząć. To bardzo ważne. Poświęciłem urlop rodzinie. Po sezonie gry na Majorce nie marzyłem o wyjeździe, ale stęskniłem się za Paryżem. Chciałem oderwać się od siatkówki. Choć byłem cały czas w stolicy nie poszedłem na turniej Pucharu Świata w siatkówce plażowej. Teraz czuję głód gry.

Wróćmy do pierwszego meczu finału Ligi Światowej. Dobrze grać na początku z gospodarzami?
Przeciwko Polakom nigdy nie było łatwo, ale chyba najlepiej zacząć właśnie przeciwko wam. Wiem, że w hali będzie komplet widzów. Presja na waszych siatkarzach będzie ogromna. Sam fakt, że tak dobrze sobie w tym sezonie radzicie, może sprawić, że Polacy nie wytrzymają ciśnienia. Pierwsze spotkanie jest najtrudniejsze dla gospodarzy, tylko powiększy stres.

W poprzednim finale w Spodku, w 2001 roku, Francja przegrała z Polską. Grał pan w tamtym meczu.
Chętniej wspominam mecz z Łodzi, w eliminacjach do mistrzostw świata. Wtedy wygraliśmy i pozbawialiśmy was miejsca w imprezie. A na trybunach też było bardzo dużo ludzi.

Grał pan w wielu krajach świata i może porównać kibiców z Francji, Włoch, Hiszpanii, Japonii...
Moim zdaniem polscy kibice przypominają Greków, choć nie są tak fanatyczni. Jesteście żywiołowi jak Grecy, ale potraficie docenić klasę przeciwnika. Francuzi i Włosi są spokojniejsi, nie szaleją tak na punkcie siatkówki. Japończycy porzucają spokój, gdy gra ich zespół, a reprezentacji są bardzo oddani - na jej meczach zachowują się prawie tak pięknie, jak Polacy. Szkoda tylko, że zupełnie nie interesują ich inne spotkania. Dziwnie grało się w ostatnich mistrzostwach świata przeciwko Brazylii w prawie pustej hali. W Katowicach bilety wyprzedano tylko na mecze Polski?

Nie, na wszystkich powinien być komplet.
Wspaniale. Uwielbiam grać w obecności kilku tysięcy kibiców.

A kto zagra w finale Ligi Światowej?
Najłatwiej powiedzieć, że Brazylia i ktoś jeszcze. Brazylijczycy wygrywają ostatnio wszystko. Chciałbym, żeby godnym ich rywalem była Francja. Gdy zagramy perfekcyjnie, możemy pokonać mistrzów. Finał z Brazylią to moje marzenie.

Polski w finale pan nie widzi? Daniel Pliński, pana kolega w Skrze, stawia na finał Polska - Francja.
Czyli ktoś z nas pokona Brazylijczyków w półfinale? Cóż, byłoby pięknie. Życzę wam powodzenia. Jeśli pokonamy was w pierwszym meczu, unikniemy pewnie Brazylii po wyjściu z grupy i to wy z nią zagracie, a nam powinna przypaść Rosja. Taki scenariusz bardzo by mi się podobał. Wszyscy będą silni, silniejsi niż w fazie grupowej. Każdy ma szansę. Tak samo, jak Polska może zrewanżować się Brazylii za finał mistrzostw świata. Tym razem zagracie na pewno dużo lepiej niż w Tokio.