Rzeczywiście Portol Mallorca nie powinien sprawić nam kłopotów, zwłaszcza że pierwszy mecz wygraliśmy 3:0. Mam nadzieję, że spokojnie awansujemy, a naszym następnym rywalem będzie AZS Częstochowa.
Mój cały zespół zagrał dobrze, dlatego zwyciężyliśmy. To jednak nie jest ta sama Copra, co w poprzednim sezonie. I nie ta sama, co z Hristo Zlatanovem i Joao Paolo Bravo. Ich brak naprawdę robi różnicę. Dlatego teraz jest bardzo dobry moment, by ograć Coprę.
Nawet jeśli wystąpi, to po trzech tygodniach bez gry i treningu ciężko mu będzie decydować o wyniku.
Grać tak, jak w pierwszym spotkaniu: nie przestraszyć się, pokazać radosną, otwartą siatkówkę. Walczyć bez strachu i respektu dla rywala. Wierzę, że częstochowianie awansują. Chciałbym znów zagrać w Polonii, czyli hali, w której kiedyś występowałem regularnie. To byłaby naprawdę wspaniała sprawa.
Znam Andrzeja Stelmacha, no i z kadry Piotrka Nowakowskiego oraz Zbyszka Bartmana. I Wojtka Gradowskiego z reprezentacji B. Ale wiem, co potrafią. A co do wypowiedzi Lorenzettiego, to była ona pod publiczkę. Włosi lubią rozmawiać w takim stylu. Nie ma sensu na te zaczepki odpowiadać, najlepiej po prostu wyjść i wygrać mecz.
Pamiętam tamten sezon. Wyeliminowaliśmy Noliko Maaseik, a w decydujących spotkaniach zmierzyliśmy się z Iraklisem Saloniki, z Lloyem Ballem i Claytonem Stanleyem. O tym, że odpadliśmy, zadecydował pierwszy mecz przegrany 0:3. Teraz Skra ma większe szanse, przywiozła z Moskwy niezły wynik. Każdy straszył Dynamem, a chłopcy pokazali, że nie taki ten diabeł straszny. Przed rewanżem nie stawiałbym już Rosjan w roli faworyta.
Na temat zdrowia Mariusza nic nie będę mówił. Ale życzyliśmy sobie spotkania w Final Four w Pradze. Byłoby kapitalnie zobaczyć znajome twarze po drugiej stronie siatki.
Teoretycznie tak, ale na podsumowania poczekajmy do jego zakończenia. Jeśli zakończylibyśmy rozgrywki drugim mistrzostwem, byłby rzeczywiście lepszy od poprzedniego. Na razie mam więcej indywidualnych nagród, ale one nie mają większego znaczenia.