"Wygrywamy, bo jesteśmy jak rodzina. Każdy da się pokroić za kolegę z drużyny. Świetna atmosfera w grupie to sekret naszych sukcesów" - takie lub podobne wypowiedzi słyszeliśmy z ust brazylijskich siatkarzy po kolejnych wygranych turniejach. Ale to były tylko słowa.

W niedzielę zdobyli złoto w igrzyskach panamerykańskich, jednak rodzina zdaje sie przeżywać kryzys. Lata wspólnej gry, setki dni na zgrupowaniach jedynie we własnym towarzystwie - to musiało doprowadzać do kłótni i nieporozumień. Problemy grupy zawsze rozwiązywano we własnym gronie. Tym razem brudy wypłynęły.

W argumentację trenera Rezende trudno uwierzyć. W mediach pojawiła się plotka, że wszystkiemu winne jest spóźnienie Ricardo na zgrupowanie kadry. Trudno
jednak winić siatkarza za panujący w kraju chaos lotniczy związany z niedawną katastrofą w Sao Paulo. Zawodnik w telewizji zapewniał ze łzami w oczach o swojej niewinności. Ricardo znany jest z trudnego charakteru i już wcześniej dochodziło kilkakrotnie do mniejszych lub większych różnic zdań między nim i trenerem. Nigdy jednak nie kończyło się to usunięciem z kadry - pisze DZIENNIK.

Pikanterii sprawie dodał fakt, że w miejsce Ricardo, trener powołał swojego syna. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Milion dolarów należny za triumf w tegorocznej Lidze Światowej został sprawiedliwie rozdzielony między zawodników i sztab szkoleniowy. Kością niezgody stało się 100 tysięcy dolarów, nagrody dla MVP turnieju, którym został Ricardo. Zwykle tego rodzaju bonusy dzielono między wszystkich członków zespołu. Nawet masażysta dostawał swoją część.

Tym razem siatkarz, rzeczywiście, obdarował kolegów z boiska, ale pominął trenera. Już na lotnisku w Paryżu, podczas drogi powrotnej z Polski, doszło między nimi do ostrej kłótni, która wyszła na światło dzienne. "Nagrody indywidualne są nasze i tylko nasze. Harujemy na nie na boisku" - mówił siatkarz.

"Od lat dzielimy się wszystkim" - ripostował Rezende. "Tak było zawsze, a ty zmieniasz zasady w trakcie gry i za moimi plecami" - dodał. "A trener niby wszystko nam mówi i wszystkim się dzieli" - odparł Ricardo. "Jeździsz po całym świecie z wykładami, nagrywasz reklamówki, wykorzystujesz nasz wizerunek. Jeszcze nie widziałem, żebyś coś komuś za to dał" - dodał zawodnik.

Podobno do takich nieporozumień dochodziło już od pewnego czasu. Kapitan drużyny rzucił w twarz trenerowi to, co nie podobało się wielu zawodnikom. Rezende w ostatnim roku wystąpił między innymi w reklamówkach kosmetyków, napojów orzeźwiających, obuwia sportowego, a nawet pewnej prywatnej uczelni wyższej. Zarobił krocie. "Szkoleniowcy dostają pensje, po co im jeszcze nasze premie" - oświadczył Ricardo.

Okazało się, że kapitan planował, że zespół nie podzieli się z trenerami nagrodą za zwycięstwo w igrzyskach panamerykańskich o czym Ricardo poinformował Rezende. Chwilę później został wyrzucony z kadry. Ricardo jest rozgoryczony i czuje się zdradzony przez kolegów. Spodziewał sie, że staną murem za swoim kapitanem, tymczasem oni nabrali wody w usta - pisze DZIENNIK.

Obrażony siatkarz rozważa zakończenie międzynarodowej kariery. Wszyscy mają nadzieję, że ten kryzys uda się przełamać i panowie pogodzą się. Całą sprawę bagatelizuje Giba - "Nawet w najlepszej rodzinie dochodzi do kłótni, a potem wszyscy znowu siadają razem do stołu. Z nami też tak będzie". Z Ricardo przyjaźni się już ponad 15 lat. "On wróci. Przecież obiecał wystawić mi ostatnią piłkę w finale w Pekinie" - dodał Giba.