Podobnie jest z biletami na dyscypliny, które cieszą się wśród Kanadyjczyków największym powodzeniem, takich jak hokej i curling.

Reklama

"Handlarze wejściówkami są w Kanadzie doskonale zorganizowani. Po głównym deptaku w Whistler krążą ich przedstawiciele, rozdający skromnie wyglądające wizytówki. Nie ma na nich adresu, a tylko parę słów i trochę cyferek: Vancouver 2010, tickets (bilety), kilka numerów telefonów i ewentualnie imiona ich właścicieli. Procedura jest prosta. - Ile biletów i na co potrzebujesz? - pyta Colin, do którego udało nam się dodzwonić. - Jeden na sobotnie skoki? Okay, powinniśmy coś mieć. Zadzwoń za godzinę, to dam ci konkretną odpowiedź - rzuca i rozłącza się" - czytamy w "Fakcie".

Ile trzeba zapłacić za bilety "na Małysza"? Sporo, bo wejściówka jest do wzięcia za 300 dolarów kanadyjskich, czyli około 850 złotych. W kasie ten sam bilet kosztował wcześniej 120 dolarów (około 340 złotych).

>>>Czytaj też: Boruc poszedł w odstawkę