Nie miałem wyjścia (śmiech). Sami wiecie w jakiej formie jest Simon Ammann. Dla mnie zdobycie drugiego medalu w Vancouver było marzeniem. Prosiłem Boga z całego serca, żeby anioły poniosły mnie jak najdalej. I udało się. Jestem szczęśliwy. Chyba większość Polaków również.
Najpierw sędziowie nie chcieli mnie puścić. Po kilku minutach mogłem skoczyć. Kiedy jest się w formie, to opatrzność czuwa. Jednak bałem się, że wiatr będzie kręcił. A chciałem, żeby wszyscy mieli równe warunki albo w końcu pomogło mi szczęście i powiało pod narty. Ostatecznie fajnie wyszło, bo celem było też, aby mieć spokój przed finałową próbą.(..)
Tak, ale sam się uspokajałem. Wiedziałem, że po pierwszej serii mam sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami. A Simon? Inna liga, skakał jak chciał. (..)
Nie, to było spontaniczne. Długo czekałem na dobre wyniki. Będąc u góry nie wiedziałem jak skoczył Andreas Kofler i Gregor Schlierenzauer.
p