Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubica nie przetrwał ataku kamikadze

17 marca 2008, 05:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Świetna jazda Roberta Kubicy w kwalifikacjach do wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Australii - drugie miejsce, najlepsze w karierze - nic mu nie dała. Z wyścigu w Melbourne naszego kierowcę wyeliminował Kazuki Nakajima. Japończyk niczym kamikadze z tyłu zaatakował bolid Polaka - pisze "Fakt".

Niedziela mogła być wielkim dniem Kubicy. Startował z drugiego miejsca, tuż za wicemistrzem świata Lewisem Hamiltonem. A gdyby nie błąd Polaka, który w kwalifikacjach na ostatnim zakręcie wyleciał na pobocze, mielibyśmy pierwsze w historiii pole position dla naszego kierowcy.

Wyścig zaczął się znakomicie. Kubica długo jechał jako drugi za Hamiltonem. Potem jednak zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Samochody wylatywały z wyścigu jeden za drugim - widać było, że brak kontroli trakcji jest dla wielu kierowców problemem. Do mety dojechało ledwie siedem z 22 bolidów!

Niestety, na 10 okrążeń przed końcem do boksu musiał zjechać Kubica - był wówczas 6., staranowany z tyłu przez Nakajimę. I już z niego nie wyjechał. Japoński kamikadze zajął szóste miejsce, ale został ukarany przesunięciem o 10 miejsc do tyłu na starcie do kolejnego wyścigu - o Grand Prix Malezji (23 marca).

"Nakajima za późno hamował i uszkodził mi zawieszenie. Nie wiem tylko dlaczego później, w boksie, wymieniano mi przód. Gdy dostaję strzał w tył, zawsze wymieniają mi przednie skrzydło. To taka nasza reguła" - Kubica z ironicznym uśmiechem krytykował swój zespół.

Polak miał więcej powodów, by się zdenerwować. Wcześniej stracił dobre miejsce przez złą taktykę BMW. "Gdy na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, mój team zmienił taktykę i wezwał mnie do boksu, gdzie zatankowano mi pełny bak i wymieniono opony na miękkie. To nie wyglądało za dobrze" - nie krył rozczarowania Kubica.

Nasz kierowca jako jedyny jechał z pełnym bakiem, podczas gdy rywale mieli lekkie bolidy. "Pojawił się też problem z silnikiem. Kiedy otwierałem przepustnicę gazu, nie było żadnej reakcji, dopiero po kilku sekundach silnik przyspieszał" - wyjawił po zawodach zdenerwowany Polak.

Jak widać, nic w porównaniu z ubiegłym sezonem się nie zmieniło. Nadal w BMW eksperymentują na Kubicy, a Nick Heidfeld dojeżdża do mety na dobrym miejscu. Tym razem był drugi, za Hamiltonem. I tylko to liczyło się dla szefa zespołu, Mario Theissena.

"To było dla naszego BWM Sauber fantastyczne wejście w nowy sezon. Nick w chaotycznym wyścigu zachował zimną krew i dał nam pierwsze podium w tym sezonie. Przyjęliśmy właściwą strategię" - cieszył się Theissen.

Nad losem Kubicy nie płakał...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj