Co łączy Martę Domachowską z Urszulą Radwańską? Poza wyjątkowym urokiem osobistym, także identyczne wyniki środowych konfrontacji w walce o ćwierćfinał Warsaw Open - obydwie Polki przegrały 3:6, 1:6, obydwie także swoje mecze rozpoczęły od prowadzenia, Domachowska 2:0, a Radwańska 3:0.

Reklama

"Co się stało? Nie wiem do tej pory" - zastanawiała się Domachowska. "Początek spotkania był bardzo wyrównany, potem niestety zawiodła mnie koncentracja, dałam się dogonić i narzucić sobie styl gry Alony" - powiedziała tuż po meczu z Bondarenko wyraźnie zakatarzona Polka.

Ukrainka wraca do wielkiej formy. W ubiegłym tygodniu w Madrycie dotarła do ćwierćfinału, po drodze rozprawiając się ze Swietłaną Kuzniecową. "Były momenty, że nie dawałam rady fizycznie, głównie z powodu przeziębienia. Każda długa wymiana to była dla mnie męczarnia" - zdradziła Domachowska.

Polka, która w I rundzie gładko 6:1, 6:2 pokonała Akgul Amanmuradową w meczu z turniejową ósemką nieraz była bezsilna. Bondarenko, szczególnie w drugiej partii, w pełni kontrolowała grę.

"Moim zdaniem Marta ten mecz mogła wygrać" - powiedział jej trener Paweł Ostrowski. "Zabrakło jej jednak ogrania. To nie jest kwestia ani techniki, ani przygotowania fizycznego, ale pewności siebie. Marcie brakuje, żeby wreszcie wygrała dwa - trzy mecze z wyżej notowanymi od siebie zawodniczkami. To kwestia mentalna, jej potrzeba takich spotkań, jak z Amanmuradową. Jednak nie 10 czy 11, ale 111. I wówczas, jak wyjdzie na taką Bondarenko, będziemy mogli rozmawiać o tym, która z nich jest lepsza" - zaznaczył Ostrowski.

"Umówmy się potencjał Marty jest o wiele większy, potrzeba tylko cierpliwości. Jeśli jest za dużo szumu wokół niej, ona reaguje wręcz alergicznie. Spokojnie, jak się ogra, będą i wyniki" - dodał szkoleniowiec.

A więc to tylko kwestia emocji i psychiki? "Możliwe, że właśnie to wpłynęło na moją grę. Były takie momenty, gdy Alona parę razy rzuciła rakietą o ziemię, może wówczas trzeba było przycisnąć. Niestety nie zrobiłam tego" - zakończyła Polka, która od niedzieli będzie brać udział udział w wielkoszlemowym turnieju w Paryżu.

Na wyjazd do Paryża już może szykować się także Urszula Radwańska. Tenisistce z Krakowa na nic nie zdały się rady starszej siostry Agnieszki, w pojedynku ze Słowaczką Danielą Hantuchovą była bez większych szans. Osiemnastolatka zaczęła fantastycznie, prowadzenie 3:0, potem zapaść... "To nie tak. Wiele dziś zależało od postawy mojej rywalki, gdy ona zaczęła dobrze grać, ja już niewiele mogłam zrobić. Udało jej się wybić mnie z rytmu i nie potrafiłam potem wrócić do poprzedniej gry. A drugi set? Może i trochę mi się odechciało. Zawsze walczę do końca, ale tym razem im bliżej było finału, tym nadzieje na odwrócenie wyniku meczu były coraz mniejsze" - powiedziała młodsza Radwańska.

Hantuchova spotkanie rozegrała znacznie lepiej taktycznie, umiejętnie zmieniała kierunki zagrań, zaskakiwała rotacją i szybkością, czym chwilami doprowadzała młodą Polkę do furii. "I tak byłam dziś bardzo spokojna, kilka razy rzuciłam rakietą, to zupełna norma" - tłumaczyła się Ula, która już w środę wylatuje do Paryża. "Nie przepadam za tym turniejem, głównie z powodu organizacji. Panuje tam niesamowity bałagan i chaos. A plan minimum? Od czasu występu w Gdyni w Fed Cup bardzo poprawiłam swoją grę na kortach ziemnych. W Paryżu chciałabym przynajmniej dotrzeć do III rundy" - zapowiedziała Radwańska.