Takiej sytuacji nie pamiętają najstarsi obserwatorzy pływackich wyścigów. Robert Korzeniowski musiał dziś... popłynąć w dogrywce. Wszystko przez to, że wraz z Amerykaninem Robertem Margalisem, osiągnął identyczny czas - 3.44,49.
Korzeniowski popłynął tyle w wyścigu na 400 m stylem dowolnym. Oprócz "Korzenia" w zawodach wziął udział drugi z Polaków - Przemysław Stańczyk, ale nie zakwalifikował się do finału.
Organizatorzy zarządzili dodatkowy wyścig. Niestety, Amerykanin okazał się w nim lepszy o osiem setnych sekundy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl