Wielka paczka z jakimiś drągami leżała pod płotem w kącie lotniska. Pakunek zobaczył Polak, który akurat pamiętał dramatyczny apel naszej lekkoatletki o pomoc w odnalezieniu zaginionych tyczek.
I choć to wydawało się nieprawdopodobne, nasz rodak nie myślał długo - na stronie internetowej gwiazdy odnalazł telefon do jej menedżera i wysłał mu SMS. Ten skontaktował się z lotniskiem. Chwila niecierpliwego oczekiwania i... okazało się, że ta paczka to jest to! Niestety, nie uda się tyczek sprowadzić na wrocławski występ Moniki. Dostanie je dopiero na następne zawody.
Tyczki zginęły 19 sierpnia. Wysłała je do Nicei, ale gdy wysiadła na lotnisku, po tyczkach nie było śladu. Nasza zawodniczka musiała skakać na pożyczonym sprzęcie. Prośby, groźby i błagania obsługi obu lotnisk nic nie dały. Tyczek nikt nie widział. Załamana zawodniczka poprosiła więc o pomoc swoich fanów.