Przed meczem z Belgią śpisz chyba spokojnie? Jesteś jednym z kilku pewniaków w reprezentacji.
Ja, pewniak? Nieee... Grają ci, którzy są w formie, a wydaje mi się, że ja prezentuję się przyzwoicie. Nie zrobiłem nic takiego, bym podpadł trenerowi. A poza tym dopiero uczę się tej
reprezentacji.
Z tobą jest trochę tak jak ostatnio z kadrą - mecze dobre przeplatane kiepskimi.
Staram się wyeliminować te moje skoki formy, ale to nie zawsze wychodzi. Jestem jeszcze
mało doświadczonym piłkarzem, poznaję swój organizm i potrzebuję trochę czasu. Poza tym moja gra zależy też od drużyny. Jak idzie, to idzie, jak nie, to wtedy są kłopoty i zespołu, i
moje.
Po meczu z Portugalią Beenhakker chyba na dobre się przekonał, że warto na ciebie stawiać.
W mojej krótkiej karierze nie spotkałem się z trenerem z takim autorytetem.
Jestem mu wdzięczny, że po słabiutkim meczu z Finlandią nie odstrzelił mnie, tylko dał kolejne szanse.
Mecz z Belgią to dla ciebie okazja do kolejnej promocji. Jesteś łakomym kąskiem dla menedżerów.
Odbieram od nich mnóstwo telefonów. Dzwonią z Polski i z zagranicy. Nęcą, zachęcają... Zdaję sobie jednak sprawę, że chodzi im tylko o zarobek. No, może nie wszystkim, ale większości na
pewno. Odsyłam ich do wujka - Jerzego Brzęczka, i mam święty spokój.
Czy wujek, były reprezentant, często chwali cię za dobre mecze?
Raczej wytyka błędy. O głaskaniu mogę zapomnieć. Dzwoni zawsze po meczach i mówi: słuchaj, to było niezłe, ale tamto musisz zmienić.
To chyba twój największy kibic?
O nie! Najwierniejszym jest moja babcia. Rany, jak ona przeżywa moje mecze! Czasami, jak mi rodzina opowiada, co babcia wyprawia podczas transmisji, to zaczynam się bać o jej zdrowie. Jestem do
niej ogromnie przywiązany, bo ona mnie wychowała. Byłaby dobrym trenerem, bo nawet rywali Wisły rozpracowuje, tych zagranicznych też! Mówię serio. W kwiaciarni, gdzie pracuje, często brakuje
moich zdjęć, bo obdarowuje nimi moich sympatyków.
Gdyby mama żyła, pewnie też byłaby dumna z syna, który jest czołowym reprezentantem Polski...
Na pewno. Bardzo mi jej brakuje. Żałuję, że życie tak się potoczyło i nie dane jej było doczekać moich sukcesów w piłce. A ona wierzyła, że je osiągnę. Ciągle o niej myślę,
wspominam. Tak bardzo chciałbym z nią porozmawiać, podzielić się swoimi problemami... Gram dla niej, a że jestem osobą bardzo wierzącą, jest mi lżej znosić jej brak. Niedawno przeczytałem
kilka książek o naszym papieżu. W nich też znalazłem słowa otuchy. Wiara pomaga mi w życiu. Dopóki człowiek jest zdrowy i wszystko idzie w dobrym kierunku, to wiary się nie docenia. Dopiero
jak zaczynają się problemy, uciekamy się do niej, a ona przecież czyni cuda.
W internecie fanki zakładają strony o tobie, jesteś podstawowym piłkarzem reprezentacji Polski i Wisły Kraków. Może się w głowie zakręcić.
Nie ma obawy. Nie zapominam, że pochodzę z maleńkich Truskolasów. Mam kontakt z większością kumpli, choć jak słyszę, niektórzy chyba przez głupią zazdrość opowiadają jakieś
niestworzone historie. Że wujek załatwił mi karierę i takie tam bzdury... A przecież po boisku biegam ja, a nie wujek!