Po piłkarza nie ustawiają się kolejki chętnych. Powód jest prosty. Żeby go kupić trzeba mieć naprawdę gruby portfel. Dlatego próbowały go kaperować tylko bardzo zamożne AC Milan i Chelsea Londyn. Włosi i Anglicy wysyłali listy, że kupiliby Ronaldinho za sto, a nawet dwieście milionów euro. Ale Brazylijczyk się nie daje. "Chelsea to jeden z najsilniejszych zespołów na świecie, a Premiership to wspaniała liga" - ocenił dyplomatycznie piłkarz. Bo chciał, żeby nie zawracano mu głowy.
I zaznaczył, że mu dobrze tam gdzie jest. Nic dziwnego. Jak się gra dla stu tysięcy kibiców i co roku za samą tylko grę dostaje dziesięć milionów euro, to niewielu byłoby takich, którzy by się przenosili. Ale Ronaldinho nie zważa na forsę. Dla niego najważniejsza jest rodzina. "Moi bliscy są szczęśliwi w Hiszpanii, więc po co miałbym zmieniać kraj?" - stwierdził Brazylijczyk.