Prawie cztery godziny musieli czekać polscy siatkarze, zanim zostali wpuszczeni do hotelu w Tokio. Zamiast odpocząć w łóżkach po podróży z Sendai, musieli siedzieć w holu na walizkach. Dlaczego? Bo... przyjechali za wcześnie.
Doba hotelowa zaczyna się w Japonii od piętnastej, a Polacy dotarli na miejsce przed dwunastą. I dlatego nie mogli wejść do wynajętych pokoi. "To kpina" - grzmieli nasi siatkarze.
"Nikogo tu nie obchodzi, że my nie jesteśmy na wakacjach, tylko na mistrzostwach świata. Na pewno złożymy w tej sprawie protest" - oburzył się menedżer biało-czerwonych, Witold Roman.
Polscy siatkarze nie byli osamotnieni. W podobnej sytuacji znalazło się... dziesięć innych reprezentacji. Przechodząc po holu hotelu Keio, trzeba było uważać, żeby się nie potknąć o nogi rozłożonych na podłodze Serbów, Brazylijczyków, Rosjan i Włochów. Dziwnym trafem tylko reprezentanci Japonii mogli wejść do swoich pokojów przed piętnastą...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl