Przez większą część meczu kibice przysypiali na Stamford Bridge. Dopiero w ostatnich minutach coś zaczęło się dziać. W 78. minucie Mathieu Flamini zdobył gola dla Arsenalu. Francuz wykorzystał błąd bramkarza Chelsea, Henrique Hilario, i strzelił ku uciesze swoich kibiców.
Dopiero wtedy do roboty wzięli się gospodarze. I dopięli swego. Na pięć minut przed końcem wyrównał Michael Essien. A bramkę zdobył przednią. Pomocnik huknął z 25 metrów. Gol uchronił piłkarzy Chelsea od pierwszej porażki na swoim boisku od niemal trzech lat. Ostatni raz przegrali u siebie w lutym 2004 roku. Wtedy górą byli piłkarze... Arsenalu.
Po niedzielnym meczu trener Chelsea, Jose Mourinho, nie był w najlepszym nastroju. Na ogół w takich sytuacjach psioczy pod adresem sędziów. Tym razem padło na trenera Arsenalu, Arsena Wengera, który ustawił swoich piłkarzy defensywnie. "Dziwię się, że zespół, który traci kilkanaście punktów do lidera nie przyjechał tu po zwycięstwo, tylko po to, by nie przegrać" - powiedział pod adresem rywala.
"Mamy bardzo młodą obronę i chciałem ją nieco wzmocnić w meczu z zespołem mającym dużą przewagę fizyczną. Próbowaliśmy wygrać i byliśmy tego bliscy" - tłumaczył się Wenger.