"To jest rażące naruszenie regulaminu dyscyplinarnego. W czwartek zajmiemy się tą sprawą" - mówi "Faktowi" zastępca szefa Wydziału Dyscypliny PZPN, Jacek Kryszczuk.
W nocy z soboty na niedzielę grupa sędziów, uczestników turnieju w Płocku, postanowiła zaszaleć. Alkohol lał się strumieniami. Kiedy towarzystwo miało już mocno w czubie, padło hasło szturmu na miejscową dyskotekę. Arbitrzy też ludzie, lubią się zabawić. Tym razem jednak zachowanie pijanych sędziów niewiele miało wspólnego z zabawą.
Najbardziej agresywni z nich wszczęli awanturę z miejscowymi fanami tańca. Poszło o rządy na parkiecie i przy bufecie. Około godziny 2.00 karetka pogotowia zawiozła do szpitala rannego jednego z uczestników bijatyki, który śmiał się sprzeciwić hordzie arbitrów i solidnie za to oberwał. Interweniowała policja...
"<Fakt> nagłośnił ten skandal, publikując serię zdjęć. Co na to szef sędziów Andrzej Strejlau? "O tym wydarzeniu dowiedziałem się z "Faktu". Bo żaden z sędziów i ich opiekunów nie powiedział mi ani słowa, a byłem w Płocku w niedzielę rano!" - mówi nam zdenerwowany Strejlau. "Wprawdzie przestanę szefować sędziom już 31 grudnia, ale tego skandalu płazem nie puszczę. Rozmawiałem już z szefem sędziów małopolskiego związku Stefanem Sochą, bo to jego podopieczni wystąpili w głównych rolach. Zresztą na publikowanych w <Fakcie> zdjęciach dwóch z nich rozpoznałem. Socha obiecał, że sprawą się zajmie. Jestem wstrząśnięty, bo turniej piłkarski arbitrów to impreza PZPN. Jego uczestników obowiązują więc takie same reguły jak piłkarzy!"
Zupełnie inne zdanie na temat skandalu w Płocku ma kierownik ekipy sędziów z Krakowa Jacek Pocięgiel. "Bijatyka? Wódka? To niemożliwe. Na pewno nie w naszym zespole. O niczym nie wiem. Byłem kierownikiem zespołu, ale to nie są moi podopieczni. Nie biorę za nich odpowiedzialności" - bezczelnie idzie w zaparte ten były arbiter.
Uczestników pijacko-zbójeckiego skandalu w Płocku zamierza surowo ukarać zastępca szefa Wydziału Dyscypliny PZPN Jacek Kryszczuk "Jeżeli udowodnimy sprawcom winę, to możemy albo czasowo ich zawiesić, albo ukarać finansowo, albo nawet zdyskwalifikować dożywotnio" - mówi "Faktowi" Kryszczuk. "Nie wykluczam, że zwrócimy się o pomoc do płockich organów ścigania. Zbierzemy możliwie najwięcej dowodów tej afery, zwrócimy się do <Faktu> o udostępnienie kompletu zdjęć. "Dobrze, że najbliższe posiedzenie naszego wydziału odbędzie się już w czwartek, bo sprawa jest tak bulwersująca, że musimy się nią zająć jak najszybciej" - podkreśla Kryszczuk.