Dziennik Gazeta Prawana logo

Największy chciwiec w polskiej piłce

12 października 2007, 14:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Przez chciwość swojego menedżera Jarosława Kołakowskiego Marcin Chmiest zamiast grać w jednym z czołowych klubów ekstraklasy, może zostać w Odrze Wodzisław. Dlaczego? Piłkarza chciało kupić Zagłębie Lubin, ale jego menedżer zażądał miliona złotych prowizji! Takiego absurdu w historii polskiej piłki jeszcze nie było - pisze "Fakt".

Kołakowski chciał, by jego wynagrodzenie było niemal dwukrotnością wartości zawodnika! To największy chciwiec w polskiej lidze. "Nic o tym nie wiedziałem, od was słyszę pierwszy raz" - mówi "Faktowi" zdziwiony Chmiest.

Prezes Zagłębia Lubin Robert Pietryszyn jest zniesmaczony całą sytuacją. "Chcieliśmy pozyskać Chmiesta, ale cena za tego piłkarza wzrosła nagle kilkukrotnie! Powiedziałem więc jego menedżerowi, że Chmiest wcale nie musi grać w Zagłębiu, jest przecież tyle innych klubów... Mówiąc trywialnie, rura mu zmiękła i teraz znowu dzwoni" - dodaje Pietryszyn.

"W Polsce za rok, dwa, proszę pana, menedżerowie staną się takim problemem futbolu, jak dziś sędziowie" - kręci głową młody prezes. "Aż tak?" - dziwimy się. "Tak, bo mam wrażenie, obserwując transfery w naszej lidze, że ceny zawodników są mocno zawyżone. Dlaczego ktoś ma się na to godzić?" - pyta.

Zdaniem Pietryszyna efekt może być tylko jeden. "Niedługo polscy piłkarze będą wypychani tylko do przeciętnych zagranicznych klubów" - przewiduje. "Niestety, w zawodzie menedżera ludzie mają za dużą pokusę jednorazowego zarobku. Nie od dziś wiadomo, że w świecie menedżerów brutalnie rządzą dwa prawa: prawo wielkich pieniędzy oraz prawo największej obietnicy" - bo agenci obiecują swoim zawodnikom złote góry, by ci tylko zgodzili się podpisać z nimi umowę na wyłączność.

"A potem nie zawsze tych obietnic dotrzymują. Oczywiście jest wąskie grono menedżerów, którzy są fajnymi młodymi ludźmi i chcą naprawdę pomóc tym chłopakom. Jednak są też inne przypadki" - mówi prezes Zagłębia. "Padają jakieś dziwne sugestie. Przy pierwszym spotkaniu z menedżerem taki gość mówi do mnie: <Wie pan, ja jestem z tych, co nie dają prezesowi na boku>. I po co to? Przecież to powinno być oczywiste, mnie by to nawet do głowy nie przyszło..." - dodaje Pietryszyn.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj