Kołakowski chciał, by jego wynagrodzenie było niemal dwukrotnością wartości zawodnika! To największy chciwiec w polskiej lidze. "Nic o tym nie wiedziałem, od was słyszę pierwszy
raz" - mówi "Faktowi" zdziwiony Chmiest.
Prezes Zagłębia Lubin Robert Pietryszyn jest zniesmaczony całą sytuacją. "Chcieliśmy pozyskać Chmiesta, ale cena za tego piłkarza wzrosła nagle kilkukrotnie! Powiedziałem więc
jego menedżerowi, że Chmiest wcale nie musi grać w Zagłębiu, jest przecież tyle innych klubów... Mówiąc trywialnie, rura mu zmiękła i teraz znowu dzwoni" - dodaje Pietryszyn.
"W Polsce za rok, dwa, proszę pana, menedżerowie staną się takim problemem futbolu, jak dziś sędziowie" - kręci głową młody prezes. "Aż tak?" -
dziwimy się. "Tak, bo mam wrażenie, obserwując transfery w naszej lidze, że ceny zawodników są mocno zawyżone. Dlaczego ktoś ma się na to godzić?" - pyta.
Zdaniem Pietryszyna efekt może być tylko jeden. "Niedługo polscy piłkarze będą wypychani tylko do przeciętnych zagranicznych klubów" - przewiduje. "Niestety, w
zawodzie menedżera ludzie mają za dużą pokusę jednorazowego zarobku. Nie od dziś wiadomo, że w świecie menedżerów brutalnie rządzą dwa prawa: prawo wielkich pieniędzy oraz prawo
największej obietnicy" - bo agenci obiecują swoim zawodnikom złote góry, by ci tylko zgodzili się podpisać z nimi umowę na wyłączność.
"A potem nie zawsze tych obietnic dotrzymują. Oczywiście jest wąskie grono menedżerów, którzy są fajnymi młodymi ludźmi i chcą naprawdę pomóc tym chłopakom. Jednak są też inne
przypadki" - mówi prezes Zagłębia. "Padają jakieś dziwne sugestie. Przy pierwszym spotkaniu z menedżerem taki gość mówi do mnie: <Wie pan, ja jestem z tych, co nie
dają prezesowi na boku>. I po co to? Przecież to powinno być oczywiste, mnie by to nawet do głowy nie przyszło..." - dodaje Pietryszyn.