Dziennik Gazeta Prawana logo

Jeden skok pozbawi konkurentów Małysza zwycięstwa

12 października 2007, 14:51
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Turniej Czterech Skoczni jest pod wieloma względami wyjątkowy. Ogromny prestiż, najwyższe premie dla zwycięzcy i sława na lata. Ale to nie wszystko. Od 1996 roku jest jedyną imprezą na świecie rozgrywaną systemem KO. A to sprawia, że do finałowej serii zawodów mogą nie awansować nawet najwięksi faworyci.

Pięćdziesięciu zawodników, którzy biorą udział w konkursie, skacze w parach tworzonych na podstawie wyników kwalifikacji. Skoczek, który w kwalifikacjach zajął 1. miejsce, skacze z zawodnikiem z miejsca 50., drugi rywalizuje z zawodnikiem z 49. miejsca, itd. Zwycięzca pary przechodzi do serii finałowej, przegrany odpada. Ale nie zawsze. Do finałowej serii awansuje także pięciu pozostałych skoczków, którzy przegrali w bezpośredniej rywalizacji, ale osiągnęli najlepsze wyniki.

Chociaż wielu skoczków narzeka na stosowanie systemu KO i zarzuca mu loteryjność, Adam Małysz nie zwraca na niego żadnej uwagi. I mówi, że ma swoją receptę na sukces. "Chcę tylko oddać dwa równe skoki" - powtarza nasz zawodnik. Już nieraz pokazał, że to wystarczy, żeby wygrywać z najlepszymi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj