Mariusz Heller ma zaledwie 30 lat, a już został prezesem jednego z największych polskich klubów, Wisły Kraków. Heller nie boi się presji. Chce prowadzić klub spokojnie. Ma być rozwój, ale nie rewolucja. "Chcę ewolucyjnych zmian" - mówi nowy prezes Wisły.
Wisła w ciągu ostatnich dwóch lat miała pięciu prezesów. To nie jest dla Pana sygnał ostrzegawczy?
Nie przeraża mnie to. Mam określone zadania do wykonania i podjąłem się je wykonać. Póki co korzystam ze wsparcia, jakiego udziela mi otoczenie, więc nie widzę powodu, dla którego ta misja miałaby się nie udać.
Czas, gdy współpracował Pan z klubem w minionym roku, ułatwił tę decyzję?
To był kluczowy element przy podjęciu tej decyzji. Gdybym nie współpracował i nie widział sposobu, w jaki Wisła funkcjonuje, tej misji z całą pewnością bym się nie podjął. Fakt, że się zdecydowałem, oznacza, że widzę możliwość zmiany czegoś w klubie, poprawienia pewnych rzeczy i przeprowadzenia głębokich, gruntowanych, ale ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych zmian w klubie.
Na spotkaniu z dziennikarzami usłyszeliśmy, że dla Pana bardzo ważne jest znalezienie dyrektora sportowego. Równocześnie mówił Pan, że rozmowy transferowe mogą się dziś toczyć bez jego obecności. Nie ma w tym sprzeczności?
Nie ma. Dyrektor sportowy jest bardzo ważną postacią w sportowej spółce akcyjnej, ale z drugiej strony duża część negocjacji dotyczących ewentualnego wcześniejszego rozstania z niektórymi zawodnikami może toczyć się bez jego obecności. Chcemy, by dyrektorem był ktoś, kto będzie miał szerokie kontakty międzynarodowe, rozeznanie rynku piłkarskiego. A poza tym nieobecność dyrektora sportowego nie oznacza, że w spółce nie ma osób, które na tych elementach się znają.
Czy taką osobą powinien być ktoś ze środowiska piłkarskiego w Polsce? A może Polak z zagranicy?
Czy to będzie Polak z Polski czy mieszkający poza krajem, czy w ogóle ktoś z zagranicy nie ma szczególnego znaczenia. To musi być osoba z szeroko rozumianego środowiska piłkarskiego. Proszę wybaczyć, ale o prowadzonych rozmowach i personaliach nie mogę mówić.
Najważniejszym Pana zadaniem ma być nie tylko uporządkowanie spraw w spółce, ale także renegocjacja kontraktów z niektórymi zawodnikami. Jako prawnik wie Pan doskonale, że jeśli nie będzie dobrej woli z drugiej strony, nic z tego nie wyjdzie.
Mam oczywiście tego pełną świadomość i dlatego liczę właśnie na współpracę tej drugiej strony. Wiem także, że jeśli napotkamy na wyjątkowo nieprzejednaną postawę, to mamy ograniczone możliwości manewru. Przepisy związkowe są w tej kwestii zupełnie jasne. Podejmiemy jednak rozmowy i mam nadzieję, że spotkają się one ze zrozumieniem także ze strony piłkarzy.
Głośno ostatnio było o transferze Pawła Brożka do Nancy. Sfinalizowaliście te rozmowy?
Do zakończenia tych rozmów pozostało jeszcze sporo kwestii do wyjaśnienia. Absolutnie nie mogę więc powiedzieć, że jesteśmy w przededniu ich finalizacji. Nawet jeśli będą one długo trwały, jesteśmy zdeterminowani, żeby to były nasze twarde warunki. Paweł jest dla nas bardzo ważnym piłkarzem i nie oddamy go na warunkach, które nie będą nas satysfakcjonowały.
Co chciałby Pan najszybciej zmienić w klubie?
Najszybciej chciałbym zmienić z całą pewnością procedury dotyczące kontaktowania z menedżerami. Chciałbym, by kontakty Wisły Kraków z menedżerami były jasne i czytelne. By nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Myślę także o wprowadzeniu ładu korporacyjnego, budowaniu silnej organizacyjnie Wisły. Elementem, na którym będzie nam także zależało, będzie podjęcie wysiłku w kierunku zbudowania bazy treningowo-szkoleniowej.
Nie demonizuje Pan trochę roli menedżerów, rozdmuchanej przez niektóre media? Ich kontakty z klubami są normalne w całym świecie.
W dużej części ma Pan rację. Niemniej nie udało się Wiśle uniknąć sytuacji, które w kontaktach z menedżerami nie powinny mieć miejsca. Nie mówię tu, że przestaniemy współpracować z menedżerami, bo to byłoby na rynku piłkarskim absolutnym samobójstwem. Ten rynek bez nich nie działa, mam tego pełną świadomość. Ale chcielibyśmy, żeby funkcjonował tu uczciwy, czysty układ.
Nie przeraża mnie to. Mam określone zadania do wykonania i podjąłem się je wykonać. Póki co korzystam ze wsparcia, jakiego udziela mi otoczenie, więc nie widzę powodu, dla którego ta misja miałaby się nie udać.
Czas, gdy współpracował Pan z klubem w minionym roku, ułatwił tę decyzję?
To był kluczowy element przy podjęciu tej decyzji. Gdybym nie współpracował i nie widział sposobu, w jaki Wisła funkcjonuje, tej misji z całą pewnością bym się nie podjął. Fakt, że się zdecydowałem, oznacza, że widzę możliwość zmiany czegoś w klubie, poprawienia pewnych rzeczy i przeprowadzenia głębokich, gruntowanych, ale ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych zmian w klubie.
Na spotkaniu z dziennikarzami usłyszeliśmy, że dla Pana bardzo ważne jest znalezienie dyrektora sportowego. Równocześnie mówił Pan, że rozmowy transferowe mogą się dziś toczyć bez jego obecności. Nie ma w tym sprzeczności?
Nie ma. Dyrektor sportowy jest bardzo ważną postacią w sportowej spółce akcyjnej, ale z drugiej strony duża część negocjacji dotyczących ewentualnego wcześniejszego rozstania z niektórymi zawodnikami może toczyć się bez jego obecności. Chcemy, by dyrektorem był ktoś, kto będzie miał szerokie kontakty międzynarodowe, rozeznanie rynku piłkarskiego. A poza tym nieobecność dyrektora sportowego nie oznacza, że w spółce nie ma osób, które na tych elementach się znają.
Czy taką osobą powinien być ktoś ze środowiska piłkarskiego w Polsce? A może Polak z zagranicy?
Czy to będzie Polak z Polski czy mieszkający poza krajem, czy w ogóle ktoś z zagranicy nie ma szczególnego znaczenia. To musi być osoba z szeroko rozumianego środowiska piłkarskiego. Proszę wybaczyć, ale o prowadzonych rozmowach i personaliach nie mogę mówić.
Najważniejszym Pana zadaniem ma być nie tylko uporządkowanie spraw w spółce, ale także renegocjacja kontraktów z niektórymi zawodnikami. Jako prawnik wie Pan doskonale, że jeśli nie będzie dobrej woli z drugiej strony, nic z tego nie wyjdzie.
Mam oczywiście tego pełną świadomość i dlatego liczę właśnie na współpracę tej drugiej strony. Wiem także, że jeśli napotkamy na wyjątkowo nieprzejednaną postawę, to mamy ograniczone możliwości manewru. Przepisy związkowe są w tej kwestii zupełnie jasne. Podejmiemy jednak rozmowy i mam nadzieję, że spotkają się one ze zrozumieniem także ze strony piłkarzy.
Głośno ostatnio było o transferze Pawła Brożka do Nancy. Sfinalizowaliście te rozmowy?
Do zakończenia tych rozmów pozostało jeszcze sporo kwestii do wyjaśnienia. Absolutnie nie mogę więc powiedzieć, że jesteśmy w przededniu ich finalizacji. Nawet jeśli będą one długo trwały, jesteśmy zdeterminowani, żeby to były nasze twarde warunki. Paweł jest dla nas bardzo ważnym piłkarzem i nie oddamy go na warunkach, które nie będą nas satysfakcjonowały.
Co chciałby Pan najszybciej zmienić w klubie?
Najszybciej chciałbym zmienić z całą pewnością procedury dotyczące kontaktowania z menedżerami. Chciałbym, by kontakty Wisły Kraków z menedżerami były jasne i czytelne. By nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Myślę także o wprowadzeniu ładu korporacyjnego, budowaniu silnej organizacyjnie Wisły. Elementem, na którym będzie nam także zależało, będzie podjęcie wysiłku w kierunku zbudowania bazy treningowo-szkoleniowej.
Nie demonizuje Pan trochę roli menedżerów, rozdmuchanej przez niektóre media? Ich kontakty z klubami są normalne w całym świecie.
W dużej części ma Pan rację. Niemniej nie udało się Wiśle uniknąć sytuacji, które w kontaktach z menedżerami nie powinny mieć miejsca. Nie mówię tu, że przestaniemy współpracować z menedżerami, bo to byłoby na rynku piłkarskim absolutnym samobójstwem. Ten rynek bez nich nie działa, mam tego pełną świadomość. Ale chcielibyśmy, żeby funkcjonował tu uczciwy, czysty układ.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|