Wiem, że najlepiej byłoby gdybym zamknął się na cztery spusty w domu i nigdzie nie wychodził do czerwca. Wtedy ryzyko odniesienia kontuzji zmalałoby do zera. No, chyba że zawaliłby się
sufit, ale w to raczej nie wierzę, mam solidnie wykończone mieszkanie. A poważnie - nie dajmy się zwariować. Lubię narty, ale nie jestem świrem, który bije rekordy prędkości zostawiając
przy okazji w tyle innych. Na stoku zachowuję umiar, dlatego nigdy nie spotkało mnie nic złego. A zjeżdżam od lat, kocham to tak bardzo, że nawet gdy grałem i mieszkałem w Katarze to od czasu
do czasu robiłem wypad do Europy, by oddać się swojej pasji.
Absolutnie nie. Wychodzę z założenia, że jak człowiek odstawia nogę, to zawsze w nią dostanie. Dlatego idę na całość na każdych zajęciach. Nie myślę też o ewentualnych kontuzjach.
Gdybym to robił, na pewno bym coś złapał. A tak jestem zdrowy i wyluzowany.
Szczególnie marzyłem o starciu z tymi pierwszymi. Mieszkam w Wiedniu, mam wśród Austriaków wielu przyjaciół. Tym przyjemniej będę się czuł gdy ich pokonamy.
Myślę że tak. Tutejsza reprezentacja nie jest mocna. Wygrała bodaj jeden albo dwa z ostatnich trzynastu meczów. Media za bardzo w nią nie wierzą. W szatni Austrii widzę, że piłkarze też
mają strach w oczach, wiedzą, że nie są wielkimi zawodnikami. Damy im radę. No, chyba że gospodarzom pomogą ściany. Grałem przeciw Korei Południowej i Niemcom i wiem jedno - drużyna,
która występuje u siebie może liczyć na pomoc z każdej strony, głównie mediów, kibiców, sędziów. Co do Niemców - są do ogrania. Jeśli w meczu z nimi zaprezentujemy się tak, jak w
wygranym 2:1 spotkaniu z Portugalią, to zwyciężymy ich po raz pierwszy w historii.
Tak, dwa tygodnie temu ucieliśmy sobie bardzo przyjemną pogawędkę. A dlaczego pan o to pyta
I pewnie miałbym mu dawać rady jak pokonać kryzys? Nie no, bez przesady, myślę, że mimo swojej nieskuteczności to Maciek mógłby mi udzielić korepetycji z zakresu zachowania w polu karnym
(śmiech). To byłaby fajna sprawa. Może jak zdobędę jeszcze pare bramek, to Austria skończy rozgrywki na wysokim miejscu.
Jesteśmy za słabi, by wygrać ligę. Realnie możemy marzyć o miejscu na podium. Do uzyskania poziomu Red Bulla Salzburg brakuje nam trzech klasowych zawodników, po jednym na każdą pozycję.
Ale niebawem dzieląca nas różnica może się nieco zatrzeć. Do drużyny wracają Arek Radomski oraz czeski pomocnik Stepan Vachousek.
Może tyle, że im bliżej ostatniego gwizdka, tym mniej człowiek chce go usłyszeć i coraz bardziej zatyka uszy. Ale nie oszukujmy się, po dwudziestu latach gry potrzebuję odpoczynku.
Nie, bo po takim odpoczynku musiałbym spalić zawartość szafy, a następnie kupić nowe ubrania w rozmiarze XXL. Mam zamiar leniuchować, ale na sportowo. Czyli dużo nart, gry w kosza i hokeja, a
także wizyt u znajomych. Wreszcie nacieszę się przyjaciółmi, dla których nie mam czasu. Gdy jestem w Lublinie, biegam po mieście jak wariat, a i tak nigdy nie spotkam się ze wszystkimi, z
którymi chce.
Mam nadzieję, że wrócę do piłki. Widzę się w roli menedżera lub skauta, nie trenera. Dostałem już nawet kilka wstępnych, interesujących propozycji.
Zdecydowanie Andrzej Strejlau, u którego debiutowałem. Facet miał niespotykaną wiedzę teoretyczną i niesamowite gadane. Mógłby być politykiem, który porywa miliony. Niestety, jego kadra nie
miała wyników. Do dziś się zastanawiam dlaczego. Drugim trenerem, którego zapamiętałem jest Janusz Wójcik. Dlaczego on? No bo to... "Wujo”, największy oryginał jakiego
znam, po prostu.