Dziennik Gazeta Prawana logo

Pomagał w dopingu, a teraz chce Nobla

28 grudnia 2007, 19:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Doktor Eufemiano Fuentes pomagał kolarzom w dopingu, ale nie ma z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Co więcej, Hiszpan uważa, że jego metody zyskają w przyszłości powszechną akceptację. "Być może w ciągu następnych 20 lat dostanę Nagrodę Nobla" - mówi Fuentes.

Doktor Eufemiano Fuentes to centralna postać afery dopingowej "Puerto". Hiszpańska policja przeprowadziła przeszukanie jego madryckiej kliniki. Znaleziono tam dziesiątki pojemników z zamrożoną krwią i wiele zabronionych środków dopingujących. Materiałami dowodowymi w sprawie są także bilingi telefoniczne oraz nagrania wideo, które dokumentują wizyty znanych sportowców w gabinecie Fuentesa.

Doktor Fuentes, aresztowany w 2006 roku wraz z innymi osobami zamieszanymi w dopingowy proceder, pojawił się w sporcie w latach osiemdziesiątych i szybko dał się poznać jako osoba, która skłonna jest "pomagać" zawodnikom. Nie ukrywał, że wyczynowy sport uważa za swego rodzaju cyrk "w którym zdrowie zawodnika odgrywa drugoplanową rolę". Oferował medyczne usługi tym, którzy do tej pory wspomagali się "chałupniczymi metodami" tłumacząc, że organizm zawodowego kolarza nie jest stworzony do zniesienia nieprzerwanego, trzytygodniowego stresu.

Skandal wywołany "Operacją Puerto" spowodował poważny kryzys w zawodowym kolarstwie i wycofanie się kilku liczących się sponsorów - z finansowania zespołów zrezygnowały Liberty Seguros, Comunidad Valenciana, T-Mobile, Discovery Channel. Z drugiej strony niewielu spośród 58 zamieszanych w aferę zawodników poniosło konsekwencje. Kilku zostało zawieszonych, kilku wycofało się z kolarstwa, inni twardo utrzymują, że są niewinni.

Sam Fuentes ma żal do mediów, że traktują go jak kryminalistę. W wywiadzie dla "Gazzetta dello Sport" mówi: "W gazetach ukazuje się moje nazwisko i zdjęcia. Dziennikarze już wydali wyrok". Podkreśla przy tym, że złożył apelację od nałożonej na niego grzywny i sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta.

Hiszpański lekarz mówi głośno i jednoznacznie to, co w środowisku kolarskim jest tajemnicą poliszynela: bez wspomagania nie da się przejechać wielkiego touru. "Nie można zaliczyć takiego wyścigu na chlebie i wodzie. Kiedy trafiłem do kolarstwa w końcu lat osiemdziesiątych, każdy zawodnik miał swoją własną "receptę". Uważałem to za głupotę. Poradziłem, aby zostawili to mnie" - tłumaczy swoje postępowanie.

Eufemiano Fuentes, który mieszka w San Bartolome de Tirajana na Wyspach Kanaryjskich, jest tam znaną osobistością. Ostatnio nie jest to jednak powodem do dumy. "Spotkałem na ulicy starszego pana, który spytał mnie: czy ja już kiedyś nie widziałem pana twarzy? To możliwe- odpowiedziałem - bo ja jestem słynnym kolarskim kryminalistą" - spuentował swą popularność doktor Fuentes.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj