Z Witkiem Ż. miałem dobre kontakty.
Bzdura, Wit mógł w PZPN niewiele! Ustawić pięć meczów Zawiszy? No to sami zobaczcie, jak im pomógł. Wygrali tylko jeden z nich, a do Grzegorza Gilewskiego, który poprowadził dwa spotkania z
tej piątki, to bydgoszczanie mieli pretensje. To jest do d... śpiew, że Wit pomógł bydgoszczanom.
Przecież K. w ogóle nie potrzebował mojej pomocy. Zobaczcie, do kogo miał najbliżej! Z kim był przez ścianę! I kto jest wiceprezesem PZPN!
A jak myślicie, po co pojechał z drużyną na obóz do Malezji?
Za innych tłumaczył się nie będę. Ja do tych sędziów nie dzwoniłem, żeby coś ustawiali.
Co?
Nie, to jakieś jaja są. Tak tylko sobie mówiłem...
Zostawcie w spokoju R., to chłop z zasadami, ma to po ojcu i dziadzie! Jakby brał w łapę, toby miał willę! A on mieszka w domu po babci, postawionym za Prusaków, jeździ 20-letnim renault, a
jego żona pracuje w Anglii, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Marek ręce ma cały czas złożone do modlitwy, to jak ma brać? Wszyscy w Wielkopolsce wiedzą, że z R. nie było po co się
kontaktować. Nawet jak mu działacz zaproponował obiad, to on dzwonił do obsadowego z prośbą, żeby go wycofać z prowadzenia tych zawodów.
Bo to mój sąsiad! Jak jeździł do Auchan, to dzwoniłem "kup mi kaczkę". To są jakieś ziobrowskie metody, że jedno połączenie telefoniczne równa się jedno przestępstwo.
A może dzwoniłem do R., ponieważ on mi się podoba?
To wy myślicie, że takie rzeczy w Pogoni musiał Baniak załatwiać? To jest spryciarz, wszystkim się interesuje, wszędzie wsadza łeb, zagląda w cudze dokumenty, ale tam było wielu nie z
pierwszej łapanki. Choćby prezes Marek Łopiński, który kiedyś był mistrzem Polski z ŁKS Łódź. Dobrze wiedział, kto z kim śpi i kto co je.
Każdy ma prawo dzwonić, do kogo chce. Jak prokuratura twierdzi, że coś im proponowałem, to niech ujawni treść podsłuchanych rozmów, o ile takie ma. Tacy ludzie jak na przykład Granat czy
obserwator Ryszka, to według mojej wiedzy nigdy nie kręcili, nie było jak do nich podejść.
To na jakimś spotkaniu arbitrów było. Na terenie Krzysztofa P., szefa wielkopolskich sędziów. Jaja sobie robiłem. Jestem towarzyski, lubię pożartować.
Znamy się i tyle. Relacje z P. w szkolnej skali 1-6 oceniłbym na trójkę z minusem. Czemu pytacie?
Nic nie wiem. Jeśli coś takiego w ogóle miało miejsce, to beze mnie. Do mnie nigdy nikt z zagranicy nie dzwonił po kontakty do ludzi.
Świętych nie było nawet w Watykanie, poza Janem Pawłem II. W PZPN nikt nie jest święty. Nawet Listkiewicz. Nic się nie działo bez jego wiedzy.
To mój wróg, choć doceniam jego klasę.