Nic mi z ręki nie wypadło, jeśli o to chodzi. O powołaniu dowiedziałem się w poniedziałek od trenera Adama Nawałki. Byłem szczęśliwy, bo reprezentacja to nadal moje marzenie, ale
przyjąłem to wszystko spokojnie. Zawsze wiedziałem, że ciężka praca popłaca.
Oj, to było tak dawno. Może z Estonią? Chyba nawet gola strzeliłem. Ale kiedy to było! Jakieś pięć lat temu. Szmat czasu...
Mogło być mniej, a mogło i więcej, na przykład sto szesnaście. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wszystko potoczyło się tak jak potoczyło. Nie patrzę za siebie.
W tym jest więcej plotki niż prawdy. Mam swoje zdanie, ale czy to źle? Jak coś jest białe, to mówię, że jest białe. Dlaczego mam mówić, że jest czarne i okłamywać samego siebie? Jednym
to się podoba, a innym nie. Tak jest świat urządzony.
Nie chciałbym tego komentować. Zawsze było tak, że w przypadku powoływań dla mnie robiło się wielkie halo - "O, Wichniarek w kadrze, szok, nareszcie!” albo: "No i
po co?” i takie tam. A prawda jest taka, że ja każdą bramką pracowałem na to powołanie. Beenhakker w końcu dostrzegł moją dobrą grę w Bundeslidze.
Dopiero teraz jestem prawdziwym królem, bo niedawno zostałem najlepszym strzelcem w historii klubu. Czy siedem goli mniej więcej na półmetku to dużo? Cóż, spójrzmy na tabelę strzelców.
Pierwszy jest Luca Toni z Bayernu - dziewięć bramek. Gdybym ja grał w Bayernie, to być może miałbym więcej sytuacji i być może więcej trafień. Ale gram w Arminii. Nie ma sensu gdybać.
Zamierzam z bardzo dobrej strony pokazać się w meczu towarzyskim z Czechami i sprawić, aby Beenhakker miał pożądny ból głowy. Tylko tyle i aż tyle.
Powiem tak: mamy dopiero styczeń. Przez niemal pół roku wszystko może się zdarzyć. Mogę zostać pierwszym napastnikiem reprezentacji, a mogę i szóstym. Decydować będzie forma z maja. No i
miłe skojarzenia z Cypru...
To się okaże. Grałem już z kilkoma zawodnikami tej reprezentacji. Doskonale pamiętam Maćka Żurawskiego, czy Jacka Krzynówka. Nie będzie problemów ze zgraniem się. Poza tym Beenhakker
świetnie poukładał tę drużynę i sprawił, że chłopaki nabrali niesamowitej pewności siebie. Będę tam pasować.
"Dzień dobry”. Chyba wystarczy.