Dziennik Gazeta Prawana logo

W Liverpoolu trzeba mówić "yes" zamiast "si"

28 stycznia 2008, 10:57
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Jedziesz do obcego kraju, to szanuj jego kulturę - taką dewizą kieruje się boss Liverpoolu, Rafael Benitez. Mimo że w byłym klubie Jerzego Dudka aż 12 osób mówi po hiszpańsku, mają one zakaz wypowiadania się w tym języku. "Rafa" jest nieugięty - na Anfield Road obowiązuje język angielski. Użycie jakiegokolwiek innego grozi srogą karą.

Przepisy wprowadzone przez Beniteza mogą szokować, jeśli weźmiemy pod uwagę, że samemu trenerowi także łatwiej jest porozumiewać się w ojczystym językiem. Popularny "Rafa" chce mieć jednak skonsolidowaną, zżytą ze sobą drużynę. W Liverpoolu nikt nie ma prawa czuć się osamotniony.

Zasady Beniteza zdradził na łamach prasy zawodnik Liverpoolu Fernando Torres. "Gdyby trener usłyszał, że rozmawiamy w innym języku niż angielskim, na pewno srogo by nas skarcił" - przyznał "El Nino" w rozmowie z serwisem Goal.

Torres chwali sobie te reguły. "Mimo że jest trudno, z dnia na dzień rozumiem ten język coraz lepiej" - kończy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj