Dziennik Gazeta Prawana logo

Radosław Majewski: Jestem szarą myszką

28 stycznia 2008, 23:45
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Leo Beenhakker to bardzo doświadczony trener. Wie, że wygranie eliminacji do mistrzostw Europy to dopiero początek drogi. Dlatego teraz Holender testuje nowych zawodników. Na zgrupowanie na Cypr zabrał Radosława Majewskiego z Dyskobolii Grodzisk Wlkp. "Jestem raczej taką szarą myszką" - opowiada DZIENNIKOWI piłkarz.


Wschodzącą gwiazdą? Bądźmy poważni. Raczej szarą myszką. Jestem na etapie entuzjazmu, że w ogóle tutaj przyjechałem. I to już drugi raz. Pod koniec ubiegłego roku Leo zabrał mnie do Turcji. Byłem strasznie zmęczony sezonem, bo przecież w pierwszej lidze gram dopiero od roku. Starałem się jak mogłem, ale wydaje mi się, że wypadłem bardzo przeciętnie. A tu taka niespodzianka. A jak jeszcze dowiedziałem się, że zostaję na drugą część zgrupowania, kiedy przyjedzie pierwszy skład, to w ogóle nie byłem w stanie w to uwierzyć.


Sam nie wiem. Ale coś musi widzieć, bo przecież za zasługi mnie nie powołuje. Takich nie mam wcale. Kilkanaście miesięcy temu grałem ledwie w trzeciej lidze w Zniczu Pruszków. Pewnie jestem perspektywiczny, bo i młody. Z tego co się co się zdążyłem zorientować, przygotowują mnie pod kątem gry w środku pomocy. Tyle, że ja raczej jestem ofensywnym pomocnikiem, a kadra najczęściej gra dwoma defensywnymi.


Mnie się wydaje, że konkurencja jest dość spora. Nawet tutaj w tej słabszej kadrze jest oprócz mnie Goliński, Kuklis, Murawski, Garguła. Pięciu dobrych chłopaków.


To powiem tak: Te kilkanaście dni to jest mój czas aby się sprzedać. Może być?


Niekoniecznie od razu transfer. Chcę po prostu sprzedać swoje umiejętności takiemu człowiekowi jak Beenhakker i dać mu do myślenia na mój temat. Podczas tego zgrupowania w Turcji dostałem od niego konkretne wskazówki i staram się do nich stosować.


Chodzi o konkretne zachowania na boisku. Jak mam się ustawiać, jak poruszać, techniczne sprawy.


Wie pan, nie wiem dokładnie na czym to polega, ale jak trener z takim nazwiskiem powie nawet jakąś oczywistość to jakoś bardziej to do nas trafia.


Z jednej strony słyszę ludzi, którzy mówią mi, że już powinienem wyjeżdżać za granicę, ruszać na głęboką wodę. Z drugiej wcale się do tego nie palę. Z jednej strony wiem, że jak się nie zaryzykuje to się nie wygra, z drugiej widzę jak łatwo zmarnować mnóstwo czasu, siedząc gdzieś w niezłym klubie na ławce rezerwowych. Radek Matusiak wyjedżał z Polski jako prawdziwy bohaterem, a teraz nie dostał nawet powołania do kadry.


Bardziej niż na pieniądzę muszę patrzeć na to, w którym miejscu mam większe możliwości rozwoju. Na razie wyraźnie idę w górę, ale przecież nie mam gwarancji, że jak wyjadę za granicę to się nie przestraszę, albo nie zablokuję. Moja największa obawa to nieznajmość języka. Wziąłem się ostro za angielski i zanim się nie nauczę to nie zamierzam wyjeżdżać.


Pieniądze to mam raczej marne. Przychodziłem przecież do Grodziska z trzeciej ligi. Nie mam menedżera, a chodzić samemu i się upominać to jakoś nie w moim stylu. Zresztą krępowałbym się, nie wiem czy zasługuję. Nie spieszno mi do tej kasiory. Kasa przyjdzie. A uderzenie wody sodowej mi nie grozi, bo pochodzę z Pruszkowa. Tam nikt nikogo przesadnie nie chwali. Prezes Znicza Sylwiusz Mucha Orliński i trener Marek Milankiewicz zawsze trzymali mnie krótko i sprowadzali na ziemię. Piotrek Ćwierczewski, z którym grałem w Grodzisku, również. Cały czas jestem z nimi w kontakcie, cały czas mnie opieprzają, mówią co robię źle. Dzięki nim jestem pokorny, ale potrafię też stanąć z drugim człowiekiem twarzą w twarz i nie uciekam ze wzrokiem. Miałem szczęście, że trafiłem na takich ludzi.


Żadnych rozmów nie było. Ale miałbym na Łazienkowską bardzo blisko z domu. Z Pruszkowa jest tam jedynie 15 km . Wsiadłbym do kolejki WKD i już bym był na treningu. Przy okazji dementuję informację jakobym był kibolem Legii. Owszem, chodziłem na mecze, ale nie siadałem na Żylecie. Przyglądałem się jak grają środkowi pomocnicy, bo tak mi polecił trener w Zniczu. Zresztą na Polonię też chodziłem.


Samochód mam, ale nie mam prawa jazdy. 20 lutego mam zdawać egzamin, ale tego samego dnia Dyskobolia gra mecz w Pucharze Ekstraklasy. Zapytałem w klubie czy mógłbym zostać zwolniony, bo przecież egzamin na prawo jazdy to życiowa sprawa. Wybuchnęli śmiechem, zapytali: człowieku, czy ty chory jesteś? No w sumie to mieli rację.


że pojadę na mistrzostwa Europy? Nie no, proszę, sam pan chciał, żeby nie było banalnie. I jakiej się spodziewa odpowiedzi? Że nie wierzę? Nie wiem co będzie. Pamiętam jednak, że poprzedni selekcjoner Paweł Janas mocno zaskoczył powołaniami na mundial. Może i teraz będzie jakaś niespodzianka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj