Krzysztof Włodarczyk to twardziel jakich mało. Polski bokser już w sobotę wyjdzie na ring w Lublinie, mimo że ciągle nie wyleczył kontuzjowanego łokcia. Na szczęście jego rywal - Węgier Gabor Halasz to słabeusz. "Diablo" chce odnieść 40. zwycięstwo w karierze. "Kolejne da mi tytuł mistrza świata" - cieszy się bokser.
I tu pojawia się problem. Niemcy zaproponowali, że walka o tytuł odbyła się w Stuttgarcie. Rywalem ma być Firat Arslan, mistrz federacji WBA. "Diablo" waha się czy przyjąć wyzwanie. "Kontuzja to najmniejszy problem. Wkrótce zrobię operację i za kilka tygodni łokieć będzie jak nowy. Kłopotem jest kontrakt, jaki zaproponowali mi Niemcy. Tak naprawdę chcieliby ze mnie zrobić niewolnika. A ja nie będę tańczył tak, jak mi Niemcy zagrają!" - oburza się bokser.
Co nie pasuje Krzysztofowi Włodarczykowi? "Niemcy chcą na trzy walki przejąć całe zarządzanie karierą Krzyśka, my godzimy się na to, ale chcemy mieć wpływ na terminy pojedynków i dobór rywali" - wyjaśnia "Super Expressowi" współpromotor polskiego pięściarza Piotr Werner.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|