Dziennik Gazeta Prawana logo

Będzie się działo w finale Ligi Siatkówki

10 kwietnia 2008, 00:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piękniejszy finał Polskiej Ligi Siatkówki trudno było sobie wymarzyć - mówi DZIENNIKOWI szef wyszkolenia PZPS Andrzej Warych, a wielu fachowców podziela jego pogląd. W zaczynającej się dziś rywalizacji PGE Skry z Wkręt-Metem Częstochowa faworytem są broniący po raz trzeci mistrzowskiego tytułu bełchatowianie, ale głodni sukcesu goście wcale nie będą stali na straconej pozycji.

Skra dominuje na polskich boiskach już ponad trzy lata, czyli od momentu, gdy pozyskała z SPS Zduńska Wola młodego i niezbyt wtedy znanego Mariusza Wlazłego. Po trzech z rzędu tytułach mistrza Polski i Pucharach Polski bełchatowianie przegrali jednak półfinał pucharowej rywalizacji z Jastrzębskim Węglem.

"To było tylko jedno spotkanie. W finale PLS rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw, tu nie będzie sytuacji, że zadecyduje tylko dyspozycja dnia" – mówi "Dziennikowi" Michał Bąkiewicz, który w play-off prezentuje się wręcz znakomicie, coraz częściej zastępując w szóstce Piotra Gruszkę.

"Skra ma drużynę kompletną, bez słabych punktów. Nawet rezerwowi mogą tam wejść na boisko i przesądzić o wyniku meczu" – twierdzi Robert Szczerbaniuk, środkowy Wkręt-Metu, po którego zagrywkach piłka mknie z szybkością sięgającą często 120 km/h. Odkąd przeniósł się z Bełchatowa do Częstochowy, nie poznał smaku zwycięstwa nad Skrą. Wkręt-Met ostatnio wygrał z bełchatowianami w styczniu 2006 r. Później poniósł osiem porażek z rzędu.

Teraz jednak częstochowianie spisują się wyjątkowo dobrze. W pełni zasłużyli na pierwszy od 5 lat finał. Paweł Woicki rozgrywa piłkę tak, jakby chciał udowodnić, że Polak może grać w siatkówkę efektowniej niż Brazylijczycy, Marcin Wika przebojem wszedł do reprezentacji Polski, a młodziutki Piotr Nowakowski w kilka miesięcy z juniora przeistoczył się w jednego z najlepszych środkowych kraju.

Błyskawicznie dojrzał także Radosław Panas, który jeszcze niedawno grał w Częstochowie, a teraz świetnie prowadzi zespół. "Jestem dla zawodników kumplem, z niektórymi nadal jesteśmy na ty. Atmosfera to klucz do naszych sukcesów"– mówi młody szkoleniowiec, który mottem drużyny uczynił hasło Legii Cudzoziemskiej: maszeruj albo zgiń. Na razie jego podopieczni maszerują.

Zatrzymać Wkręt-Met, o którym przed sezonem mówiło się, że nawet awans do czwórki będzie jego sukcesem, może powstrzymać już tylko... cudzoziemska legia PGE Skry. Stephane Antiga udowadnia, że jest najlepszym obcokrajowcem w historii PLS, Janne Heikkinen należy do ścisłej czołówki środkowych, a Daniel Lewis wręcz emanuje energią.

"Tych pozytywnych emocji jest u nas bardzo dużo. Wygrywamy, bo mamy zespół, w którym naprawdę się lubimy i wzajemnie wspieramy" – mówi argentyński trener PGE Skry Daniel Castellani. "Jedyny nasz sukces w tym sezonie to trzecie miejsce w Lidze Mistrzów. Puchar Polski nam uciekł. Czas znowu zakosztować szampana po mistrzowskim tytule. "

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj