Dziennik Gazeta Prawana logo

Węgrzy kibicują Robertowi Kubicy

13 października 2007, 16:42
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Robert Kubica może czuć się na Węgrzech jak w domu. Już w czwartek polscy kibice rozbijali obozowiska na kempingach wokół Hungaroringu. A Węgrzy pokazali, że traktują Kubicę jak swojego. W Formule 1 nie startuje węgierski zawodnik, dlatego gospodarze kibicują Kubicy - pisze DZIENNIK.

Jedynym Węgrem, który wystartował na Hungaroringu w wyścigu Formuły 1 jest Zsolt Baumgartner (w barwach Jordana w 2003 r. i Minardi w 2004). Ale on już nie startuje. Dlatego Węgrzy kibicują Kubicy. "Kubica Bajnok!" - krzyczą Węgrzy, co znaczy "Kubica mistrz". Ci mniej optymistyczni krzyczą: "Kubica lesz a Bajnok!" Czyli, że Kubica dopiero będzie mistrzem.

W ubiegłym sezonie właśnie na Hungaroringu Kubica debiutował w wyścigu Formule 1. W strugach deszczu mijał doświadczonych rywali i zajął 7. miejsce. Na mecie okazało się, że jego bolid był za lekki i Polak został zdyskwalifikowany. "Dlatego, szczerze mówiąc, wracam z mieszanymi uczuciami. Tu debiutowałem, tu zdobyłem swoje pierwsze punkty, zostały mi odebrane. Ale nie myślę o tym. Było, minęło" - powiedział DZIENNIKOWI Polak.

Wczoraj Kubica wziął udział w oficjalnej konferencji prasowej. Siedział obok Kimiego Raikkonena z Ferrari. Nie zjawił się za to, choć był wyznaczony, Fernando Alonso z McLarena. Tak zadecydowali szefowie jego teamu, którzy nie zgadzają się z zarzutami Ferrari w aferze szpiegowskiej (przypomnijmy: menedżer McLarena posiadał techniczne dane dotyczące bolidów Ferrari).

Polak nie chciał długo rozmawiać o tym, co przeżył w F1 przez miniony rok. "Były dobre i złe chwile, ale ja staram się nie patrzeć wstecz. Rocznica rocznicą. Dla mnie najważniejszy jest najbliższy wyścig" - stwierdził, dodając, że lubi Hungaroring. "To wolny tor, ale Monako jest jeszcze wolniejsze, a radziliśmy tam sobie bardzo dobrze. Tu będzie tak samo. Wygląda na to, że nawet na torach, które nam nie leżą, możemy startować z trzeciej linii, tuż za McLarenem i Ferrari. Hungaroring jest bardzo wymagający, wykańczający fizycznie. Ten tor to duże wyzwanie, czyli to, co lubię. No i wiem, że przyjedzie tu mnóstwo Polaków. Byli ze mną w Chinach i w Japonii, to co będzie działo się tutaj!" - ucieszył się Kubica.

Do Budapesztu lubi przyjeżdżać także kolega Kubicy z BMW Sauber, Nick Heidfeld, chociaż on nie może tu liczyć na taki doping. Rok temu wywalczył w Grand Prix Węgier pierwsze podium dla zespołu.

Wczoraj w boksie BMW Sauber spotkał się z dziennikarzami. Nie uniknął pytań na temat wypadku na Nuerburgringu (Niemiec uderzył w bolid Kubicy). Tuż po tamtym wyścigu szef teamu Mario Theissen mówił, że na gorąco rozmawiał z obydwoma kierowcami i usłyszał dwie wersje tego zdarzenia - pisze DZIENNIK.

Heidfeld mówił w czwartek, że Theissen spotkał się z nim i z Kubicą, by bez emocji wyjaśnić sprawę. "Ja i Robert byliśmy niezadowoleni z tego, co wydarzyło się w Niemczech. Bardzo niezadowoleni" - powiedział DZIENNIKOWI niemiecki kierowca. "Zapewniam, że ten wypadek nie był celowy. Ani z mojej, ani z Roberta strony. Przecież przez ten błąd prawie przegraliśmy wyścig. Mieliśmy szczęście, że spadł deszcz, dzięki któremu wróciliśmy do walki i obydwaj zdobyliśmy punkty. Atmosfera w zespole została oczyszczona. Tyle mogę na ten temat powiedzieć" - uciął Heidfeld.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj