Button, mistrz świata z 2009 roku, odniósł dziesiąte zwycięstwo w karierze, ale jak sam później stwierdził najważniejsze. Zanim stanął na najwyższym stopniu podium sześciokrotnie odwiedzał aleję serwisową, dwukrotnie omal nie wypadł z toru walcząc z rywalami o lepsze pozycje i zachował mocne nerwy, mimo dwugodzinnej przerwy w rywalizacji spowodowanej przez ulewny deszcz.

Reklama

"Rywalizacja odbywająca się w takich trudnych i zmiennych warunkach jest zawsze zdradliwa i nieprzewidywalna. Dlatego to zwycięstwo było dla mnie naprawdę wyjątkowe. W dzisiejszym wyścigu walczyłem na torze od ostatniej do pierwszej pozycji. Wygrana jaką zapewniłem sobie wyprzedzając rywala na ostatnim okrążeniu smakuje jeszcze lepiej. Zwłaszcza po Monte Carlo, gdzie myśleliśmy, że mamy zwycięstwo w kieszeni, a pod koniec solidnie się rozczarowaliśmy" - powiedział Brytyjczyk, który na ostatnim okrążeniu wyprzedził prowadzącego od startu Niemca Sebastiana Vettela z Red Bull-Renault.

Już po zakończeniu wyścigu jury sędziowskie rozpatrywało dwa incydenty z udziałem Buttona, który już na początku stoczył zacięta walkę z kolegą z zespołu McLaren-Mercedes i rodakiem Lewisem Hamiltonem. W wyniku stłuczki jego partner z ekipy uszkodził tylną oś podtrzymującą lewe koło i musiał zakończyć rywalizację juz na ósmym okrążeniu.

Drugą sprawą, która wymagała analizy zapisu wideo było jego starcie z Hiszpanem Fernando Alonso z Ferrari na 44. rundzie. Podczas manewru wyprzedzania doszło do kontaktu bolidów, w wyniku którego pojazd dwukrotnego mistrza świata (2005-06) odwróciło i po uderzeniu w bandę, stanął na jednym z wiraży, kończąc w ten sposób występ w GP Kanady.

Również to zdarzenie sędziowie uznali za zwykły incydent wyścigowy i nie znaleźli winy po stronie żadnego z kierowców.

Reklama

Button przerwał serię trzech zwycięstw Vettela, który w tym sezonie stawał na najwyższym stopniu podium pięciokrotnie w siedmiu startach. Oprócz niego triumfowali po jednym razie kierowcy McLaren-Mercedes.